11 listopada 1993

lubię twój zapach
zapach wiatru i gniecionej trawy
stoję i czekam tu
gdzie mech utkał kobierzec
przychodzę a deszcz
rozczesuje moją grzywę
tańczę pod drzewem tańczę wciąż
pod powiekami widzę ciebie
a ziemia drży w twoim galopie
ty biegniesz do mnie
ścigasz się z sokołem
przez łąkę pełną pszczół

widzę cię
tańczysz pod drzewem
a modrzew chyli się
nad twą głową
jak biała chmura
w pachnącym sianie
gdy niebo na chwile
zetknie się z ziemią
biegnę ile mocy we mnie
gdy  ciemną noc
rozświetlą  gwiazdy
by dotknąć twej skóry jak deszcz
spłynąć po grzywie strumieniem
utonąć w tobie  jak w morzu

patrzę
jak nikną daleko
ziemia bryzga
spod kopyt
w splecionych grzywach
igrają promienie
powietrze drga
cichym rżeniem
ich zmierzch usypia a ja
przytulam twarz do drzewa
co obejmuje mnie cieniem
gdy znów zagra deszcz na ugniecionej trawie
czy prześcigniesz sokoła
by dogonić mój taniec?


-----------------



wykradnę klucze do sekretnych ogrodów
będę biec przez krzewy bzów
deptać tulipany
oddam ci smak moich ust
zabiorę dotyk dłoni
niech szaleństwo trwa choć tyle
by zapamiętać ciepło naszych ramion
niech teraz trwa


--------------


między jedną zaspą i drugą
i trzecią kępą trawy
biegniesz po śniegu nad śpiącym strumieniem
lekko jak tancerz
choć skrzydła u ramion ci nie rosną
podobny do Pegaza
lecz może to on ideał
przejął po tobie swoje piękno
spoglądasz ukradkiem
gdy mijasz mnie z rozwagą
zastygam bez tchu
w strachu z zachwytem pomieszanym
bezgłośnie szepczę modlitwę
byś zechciał poddać się moim rękom


-------------------


wpadł przez okno
zdyszany
z płomieniem w oczach
musnął paprocie
obudził śpiącą królewnę
zdmuchnął kurz
z zapomnianej bajki
i poszybował dalej
znikając w chmurach


------------------





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz