11 listopada 1993

pogasły we mnie wszystkie lampy
odchodzę w ciemność
choć w bohaterskim geście
chwytam się krawędzi świata
chciałam ratować, lecz przeminęło
to, co miałam runęło w przepaść
minęłam drzwi tylko w jedną stronę
każda ścieżka prowadzi w głąb
nie mogę wrócić nie mogę się odnaleźć

zapada noc w podziemnym mieście
bo w świecie od środka bez dni i godzin
latarnie nie rozpraszają mroku
wędrowni magicy na zamówienie
snują iluzje
chcą zapełnić pustkę po słońcu
zabrać wspomnienie o wietrze na twarzy

teatr na opak
nie służy swojemu celowi
odgrywam sceny w pantomimie
jak każą głosy i szepty suflerów
to, co proste zostało w oddali
każda rola wymaga próby
wszystko, co piękne dawno za nami
lecz słyszę wciąż
nie można zgasić wszystkich lamp
ta jedna nie należy do nas
trzeba szukać w najgłębszym mroku
aby znowu płonąć


--------------------



cały świat
zawalił się od góry do dołu
za schronienie został mi pleciony parawan
nieporęczny
za krótki za niski
mam jeszcze okulary
gdy je zdejmę
nikt nie zobaczy, że płaczę



----------------------



ciepło koloru liści ciepło słońca
na drodze donikąd bez celu
tak zostać nie wracać
trwać w wędrówce przez wspomnienia
z tęsknotą, której nigdy dosyć
cieniem snu
i smutkiem
rozciągniętym jak babie lato
na porannej rosie


------------------



podobno śpiewałaś gloria
pobłogosławiłaś uśmiechem
i ludzi i tramwaj
i upadłaś na tory
jak kwiaty z procesji
wprost pod stopy Baranka



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz