23 marca 2010

Bardzo wiosennie

Zawsze wyrażałam swoja dezaprobatę co do programu nauczania z biologii - chociaż bardzo lubiłam ten przedmiot, denerwowało mnie , że pamiętam rozwój układu pokarmowego czy nerwowego , a nie rozpoznaje np ptaków wokół mnie. Obiecywałam sobie, że kiedyś uzupełnię braki, ale wiadomo- zabiegany świat i ciągle coś ważniejszego. Dzisiaj trafiłam na rewelacyjny materiał na Youtube , coś dla takich jak ja ;) Króciutko, konkretnie, przyjemnie o poranku, na początek. Ja już po odgłosach, rozpoznałam kilka ptaków , które mijam na spacerze z psem, a których nie widziałam- np Trzciniaka :D

Od tego samego użytkownika, jest jeszcze 5 filmikow na ten temat :) Polecam!

21 marca 2010

Gdy łabędzie wyznają sobie miłość

Stanęłam na rozstajach i myślałam dokąd pójść dalej. Zastanawiałam się, gdzie ciągnie mnie serce i czym kierować się, dokonując wyboru. Pytając samą siebie o wybór, znalazłam zdjęcie Drogi Mlecznej.

Zawsze w bezksiężycowe noce siadałam i wpatrywałam się w niebo, snując swoje marzenia. To właśnie tą drogę odnalazłam pośród wszystkich innych.
Kiedy ziemia zaczyna odmarzać i zza chmur wygląda już zupełnie inne słońce odkurzam stare ścieżki spacerowe, idąc za krzykiem wodnego ptactwa.

Docieram do magicznego miejsca , zatoki pełnej ptaków. Na przeciwnym brzegu, na wzgórzu wśród drzew jest cmentarz , ale ja zawsze czułam, że tam właśnie powinien stanąć zamek.
Dzisiaj stawiam go tam w mojej wyobraźni. Zamek którego fundamenty sięgają korzeni moich przodków, mury wbudowane we wzgórza stają się jednością z ziemią a baszty śmiało patrzą w niebo. Zamek, który podnosi się z ruin, przyozdabia w słońce i wiatr. Zamek dla księżniczki.

Słowianie, równonoc wiosenną czcili świętem odrodzenia. Sprzątali swoje domostwa, wymiatając wraz z brudem wszystko co było złe w ich życiu . Palili słomiane kukły odganiając zimę, szykowali nowe ubrania, piekli chleb. Po to by w Jare święto dzielić się pisankami - symbolem nowego życia. Wierzbowe, świeżo rozkwitłe witki i zioła, odganiały smutek i kłopoty. Kąpiel w świętej wodzie rozpoczynała ich nowe życie.
Wśród śpiewu i pokrzykiwań ptaków, w wiosenny poranek, czuję, że wszystko co złe odeszło. Zaczyna się nowy rozdział mojego życia. Znów stoję na właściwej ścieżce.
Nad jeziorem pośród topniejącego lodu para łabędzi zaczęła tańczyć swój godowy taniec. Pochylając się w swoim kierunku, przytulając głowami i pochrząkując cichutko, wyznawali sobie radość z przetrwania razem trudnej zimy.
Przypomina mi się, dawno zasłyszana opowieść o człowieku, który bał się głębokiej wody. Długo brodził przy brzegu, tęsknie spoglądając w morze. Pewnego dnia odważył się pójść dalej, a kiedy dotarł już bardzo daleko, odkrył, że umie pływać i oddychać w wodzie. Odtąd pływał w oceanie, odkrywając jego piękno.
Otwieram się na wszystko co dobre, na to co przyjdzie. Czy będzie to smutek czy radość, wyjdę mu na przeciw, ale nie będę zatrzymywać na siłę. Nie zostanę już w miejscu.
Wszystko co czuję mogę oddać jednym słowem - FLOW - przepływ.

02 marca 2010

Przed zakrętem

Jest taki piękny fragment w Ani z Zielonego Wzgórza - kiedy Ania, po śmierci Mateusza, rozmyśla o swoim życiu i mówi o nim jak o drodze na której pojawił się zakręt. Zawaliły jej się całe plany, marzenia o studiach, ona jednak potrafi w tej trudnej chwili odnaleźć równowagę i spojrzeć na problemy jak na kolejne wyzwanie któremu trzeba sprostać. Ten fragment zawsze towarzyszy mi w moich trudnych momentach. Mieszkam nad rzeką, która wije się meandrami i jest dla mnie synonimem tej drogi o której "mówiła" Ania. Rzeka poprzecinana jest mostami i każdy z tych odcinków pomiędzy nimi przypomina mi kawałek mojego życia. Tym bardziej, że kolejne dzikie fragmenty zagospodarowywane były na ścieżki spacerowe w miarę jak przybywało mi lat :). Mam swoje oswojone brzegi - dzieciństwa, gdzie spacerowałam z mamą i zbierałam jesienne liście, brzeg moich podstawówkowych wypraw gdzie razem z koleżankami zakładałyśmy hodowle żab, brzegi po których spacerowałam ze swoimi psami i ten gdzie skakałam w pokrzywy, mówiąc sobie, że jak przejdę taki test to maturę też zdam :). Sa tez zakrzewione brzegi, artystycznie zarośnięte - brzegi moich studiów... Sa też i zakręty ... pierwszy kiedy nie dostawszy się na studia poszłam do szkoły policealnej, kiedy straciłam prace z dnia na dzień, ale też te dni w których spełniały się moje marzenia - galop przez łąki, uprawnienia architektoniczne...Dziś po raz kolejny idę w górę rzeki, mijając kolejne mosty, aż do miejsca w którym zakręt i autostrada całkowicie zasłaniają widok. Kiedy staje na "ostatnim moście" (kiedyś kolejowym, dzis stanowiącym ścieżkę do hipermarketu ;) ), patrzę na ten zakręt i pędzące autostradą auta - zostawiam wszystko to co znane, bezpieczne, pewne i patrze w przyszłość pełną zagadek. Biorę głęboki oddech i wiem - że chce iść dalej. Dziś znów jest ten dzień.