08 czerwca 2013

Wiosenna reaktywacja

Przyroda jak szalona nadrabia pozimowe opóźnienie, ja również :). Ta historia jak wiele ma swój początek, ale jeszcze nie ma końca, chociaż doszła do punktu mocno zaawansowanego :). Byłam bardzo przebojowym dzieckiem i rezolutnym. Nie straszne były mi  samodzielne wyprawy, chociażby z nad morza z powrotem na Śląsk do ukochanej Babci, zwłaszcza kiedy w grę wchodził honor czterolatki i śmiertelne obrażenie na rodziców. ( zabrali mi moje “wążę”, ale o tym kiedy indziej :) ) . Mocne postanowienie i niezłomna silna wola,  zapewne sprawiłaby, iż zostałabym najmłodszym samodzielnym podróżnikiem na świecie, gdyby nie fakt spotkania przerażającego potwora. Potwór ów miał dwa koła, ryczał i ogólnie zionął przerażeniem, więc biegiem wpadłam z powrotem w ramiona mamy, która przezornie śledziła moje poczynania z dystansu, mając zapewne przy tym niezły ubaw :). Strach pozostał mi długo w dorosłość, o czym szczegółowo napisałam Tutaj . Zbierałam sie w sobie, aby wreszcie zdać egzamin na kategorie A, ale przekonywanie brata, doświadczonego  w ”nowoczesnych”  sposobach egzaminowania skutecznie mnie odstraszało, najbardziej jednak fakt, iż teraz chcą wydawać prawa jazdy terminowe i żal mi mojego bezterminowego stracić… Perspektywa jeżdżenia z kilkuset złotymi w kieszeni na mandat bez odpowiedniej kategorii prawa jazdy też jakoś mnie nie przekonywała niestety i temat stal zawieszony. Brat myślał i wymyślił :))) Piękny nowy motocykl “50”, którym można jeździć na dowód osobisty  :). Pojazd ma służyć wyrobieniu sobie wprawy przed egzaminem  i przysparzać nam radochy ile tylko może :). Co prawda motocyklem to nikt  z prawdziwych  motocyklistów by go nie nazwał, ale ja jestem zachwycona, co mi tam :P. Cudo jest mojego brata, ale juz powiedział, że da mi się “karnać” .. :))) Pamiętacie to wyrażenie ze swojego dzieciństwa? :) No więc oficjalnie póki co przesiadam się z rumaków czterokopytnych na dwukołowe:))

Pierwsze próby mam co prawda już dawno za sobą i nie będę przyprawiać o zawal serca niewinnego instruktora, który z przerażeniem, gdy zaczynałam kurs prawka odkrył, że nie jeździłam nigdy wcześniej na motocyklu. Potem z paniką biegał za mną krzycząc “nie w płot, tylko nie w płot, no co was wszystkich cholera ciągnie do tego płotu !” . Kurs przerobiłam cały bez zająknięcia, wiatr we włosach i muchy w zębach poczułam..  niemniej jednak sama reaktywacja niezmiennie wyczerpująca psychicznie :).  Dlatego też nie bez znaczenia jest po takich przeżyciach odpowiedni relaks na który Was również zapraszam. Kawałek ptasiego raju na Śląsku :)