29 czerwca 2016

terapia lotniskowa

Jak nie można polatać, to chociaż trzeba się powozić traktorem po lotnisku :)

 
Zdjęcie Paulina Turowska. Dziekuję !

20 czerwca 2016

Czas na egzorcyzmy...


Wydawało mi się że kiedy dochodzi się do etapu latania na termice, to człowiek wreszcie zaczyna być wylatany i przestaje czuć niedosyt. Nic bardziej mylnego. Im dłuższy lot na termikę, tym bardziej mam ochotę zaraz po wylądowaniu wrócić z powrotem na górę, a im dalej od lotu tym bardziej... Jakiś czas temu miałam możliwość polatania z Jackiem. Nie wiem jak on to robi, ale w jego towarzystwie wszystko wychodzi mi lepiej :P. Zabawne, że kiedyś bałam się z nim polecieć na egzamin :). Udziela mi się jego spokój, nie wściekam się tak na każde swoje potknięcię i  w rezultacie wszystko robię spokojniej i ... wszystko wydaje się takie oczywiste...  Latałam po nawietrznej stronie lotniska, starannie wybierając kominy, tak żeby jak najwięcej widzieć z treningu szybowcowych akrobatów. Ja kręciłam kominy, oni zapętlone figury, a Jacek komentował - na żywo :) Akrobacja szybowcowa obserwowana z innego szybowca... to jest dopiero coś do oglądania! 
Treningi dały rezultat! Michał Klimaszewski, ten z którym leciałam Foxem, na Mistrzostwach Polski zdobył tytuł Mistrza w klasie advance!!! Wicemistrzem została  pilotka Agata Nykaza z Aeroklubu Poznańskiego :) ! Na Mistrzostwa Świata pojedzie jak zwykle świetna ekipa z Polski ! Bedę kibicować, najbardziej oczywiście ekipie z ACz :)))


Moja karma ma się gorzej.  Tydzień temu udało mi się wykroić 40 minut lotu z Larsonem i w dodatku zasłużyć na poztywną ocenę moich wyczynów, ( mam cichą nadzieję, że powoli przejmuję ten spokój "Latającego Buddy " - Jacka ). Niestety, plany na zintensyfikowanie swoich powietrznych działań - nie mogę sie już doczekać polecenia samodzielnie na lot termiczny - spełzły na niczym. Zawody modelarskie i praca mojego Instruktora pokrzyżowały plany na latanie. Kiedy po paru dniach wychlipywania się w rękaw komu tylko było można, ponownie zlitował się nade mną Jacek i obiecał, że ze mną polata pomimo własnych przelotowych planów.. rozchorowałam się. Miałam nadzieję jeszcze do soboty rano. Wszystko mogę sobie jednak wyobrazić, gorączkę i katar zamorodować jakąsś chemią, ale nie potrafię sobie wyobrazić siebie z zawortami głowy w szybowcu. Znaczy potrafię. Tylko to co podsuwała mi wyobraźnia nie bardzo pasowało mi do wizji radosnego latania do późnej starości :P.
Nawet nie nastawiam sie już na jakieś wielkie latanie w nadchodzący weekend... tylko modlę sie żeby wyszedł plan z zawodami. Larson obiecał mi zabrać mnie na jeden z lotów na zawodach !!! 
Możliwe, że powinnam odczynić nad sobą jakieś egzorcyzmy.


Podsuneło mi tą myśl Złote Cudo. Odebrane od kolejnego mechanika - zaczęło palić się po kilometrze. Na szczęście i ja i Złoty wyszliśmy bez większego szwanku. Kolejne złotówki na wymiane jakiejś BARDZO ISTOTNEJ części. Auto ponownie odebrane odmówiło posłuszeństwa w połowie drogi do domu. Mechanik umył ręce. To na pewno wina części którą wymieniał. 
Mam namiar do autoryzowanego serwisu Daewoo... po znajomości. Oby go posprawdzali, naprawili...
W tym wszystkim jak zwykle ratuje mi d..pę BRAT. ( pobił już w rankingu wszystkie galaktyki wrzechświata )  Dał mi  swoje drugie auto do użytkowania na rok... aż ogarnę tę klęskę czterokołową... 
Za to kocham szybowce... nie ma tam za wiele elektroniki... no dobra... jest... ale przynajmniej da się bez niej latać ;)

08 czerwca 2016

Inna rzeczywistość

W poszukiwaniu równowagi, uciekam piaszczystymi ścieżkami w oazę zieleni rozciągniętą miedzy dwoma skupiskami cywilizacji.  Kiedy 1,5 km nad ziemią wszystko wydaje się być blisko, a podróż prawie 100 km w jedną stronę, żeby te 1,5 km osiągnąć przestaje robić wrażenie, wszystko kurczy się i wydaje się być mniejsze niż kiedyś. W tym wszystkim odnoszę wrażenie, że enklawy zieleni opierają się poznaniu, kurczeniu, totalnej globalizacji i inwigilacji. Rządzą sie innymi prawami. Zawieszone gdzieś w innej czasoprzestrzeni rozległych stepów, nieprzebytych dróg, głębokich, ciemnych lasów puszczańskich... Może jednak jest inaczej... i to ja należę do tych wtajemniczonych osób, które posiadają klucz do bram równoległego świata ? 









06 czerwca 2016

Fabryka cumulusów

Po tygodniu wrażeń, w czasie którego śledziłam zmagania na zawodach akrobacyjnych, kibicując oczywiście naszej ekpie z Aeroklubu Częstochowskiego przyszedł wielki finał i Michał z którym leciałam Foxem zdobył tytuł Mistrza Polski w akrobacji szybowcowej w klasie advance !!! Jestem zachwycona, to kolejny szybownik ekipy częstochowskiej który zdobywa podium :D ! Potem nastąpił bardzo intensywny weekend na lotnisku - Pararudniki 2016. Nasza sekcja szybowcowa organizowała loty zapoznawcze szybowcem dla wszystkich chętnych. Tych nie brakowało i przez cały weekend start pulsował emocjami. Wciąż nie pamiętam jak się nazywam. Gdyby nie to,  że było nas dramatycznie mało, zapewne padłabym  z powodu udaru słonecznego. Trzymała mnie w pionie świadomość, że akurat w te dwa dni byliśmy niezastąpieni. Poczucie obowiązku nie przegna jednak potwornego zmęczenia i w niedzielny wieczór mogłam zabić za jedno kichnięcie. Pomimo to, kiedy przypomnę sobie radość w oczach wysiadających po locie szybowcem - było warto. Wspaniale było razem pracować i się bawić. Może w te dwa dni ktoś zakochał się w szybowcach i zdecydował spełnić swoje marzenia tak jak ja kiedyś? Może właśnie w Rudnikach, wszak mamy własną produkcję Cumulusów!!!