11 stycznia 2017

34 Szybowcowe Mistrzostwa Świata w Austarlii

9 stycznia rozpoczęły się 34 Szybowcowe Mistrzostwa Świata w Australii. Polskę reprezentuje silna drużyna we wszystkich trzech klasach. Klasy zależą od szybowców na których latają zawodnicy. Klasy na Mistrzostwach to: 15 metrów – szybowce o rozpiętości 15 m z możliwością używania balastu, z mechanizacją skrzydeł np. Diana 2, Ventus 2x, ASW 27; 18 metrów – szybowce o rozpiętości; 18 m z możliwością używania balastu, z mechanizacją skrzydeł np. ASG 29, Ventus 2x 18m, Lak 17, JS1;  Otwarta – szybowce bez ograniczenia rozpiętości np. Jantar 2B, Nimbus 4, EB 29, ASW 22
Polska ekipa: Kierownik ekipy, trener: Jacek Dankowski; klasa 15 m: - Sebastian Kawa, Łukasz Grabowski i Christoph Matkowski; klasa 18 m: Tomasz Krok i Paweł Wojciechowski, a w klasie otwartej Łukasz Wójcik  i Adam Czeladzki. Ten ostatni po wypadku szybowcowym na bazie własnych doświadczeń stworzył wspaniały program nauki latania szybowcami dla osób niepełnosprawnych :) 
Nowością na tych mistrzostwach jest całkiem nowiutki szybowiec JS3 Rapture z firmy Jonkers, piękny i bardzo dobry szybowiec, z którym będzie ścigać się nasza Diana 2. SDZ-56 Diana to polski szybowiec zawodniczy z olbrzymim potencjałem w kierunku dalszych prac. Samą Dianę bardzo chwalił Sebastian Kawa, który wygrał na niej kilka  Mistrzostw Świata i oczywiście mam nadzieję, że obecne w Australii, będą kolejnymi  :)  
Całość Mistrzostw świata można śledzić dzięki stronie:
W zakładce Live, dzięki urządzeniom namierzającym i programowi graficznemu możecie sobie obejrzeć na żywo lub powtórki całości wyścigów. Póki co, nic nie leci za szybowcami z kamerą, za to zawodnicy często na pokładzie mają aparaty i kamery i można wyścigi podziwiać z ich kokpitów już po zakończonej trasie. Na stronie są też prognozy meteo, wytyczane trasy, można śledzić wyniki, a najbardziej polecam krótkie filmiki – relacje wraz z wywiadami z najlepszymi szybownikami  świata, w tym  jedyną startującą w klasie 15 metrowej kobietą - wspaniałą szybowniczką Ann Ducarouge z Francji, na szybowcu ASG 29.
Wyścigi szybowców nie są co prawda tak widowiskowe jak Formuła 1, głównie przez pokonywane przez pilotów odległości i czas trwania wyścigu. Pomyślcie jednak – bez silnika, dzień w dzień piloci pokonują po kilkaset kilometrów, z olbrzymimi prędkościami, lecąc w ten sposób przez kilka godzin!. Dianą można lecieć np. ponad 250 km /h. Średnie prędkości są oczywiście mniejsze, bo w trasie co jakiś czas trzeba skorzystać z prądów termicznych –„paliwa” dla szybowca. Możecie sobie to wyobrazić w ten sposób, że ktoś urządza wyścig przez miasto, ale z działającymi światłami na skrzyżowaniach. Pomiędzy jednym czerwonym, a drugim, musicie osiągnąć największą prędkość, żeby jak najszybciej znaleźć się na mecie. Te czerwone światła to konieczność „zatankowania” czyli nabrania wysokości szybowcem, bo to właśnie wysokość szybowiec zamienia na prędkość i odległość. W tym właśnie tkwi sekret: w taktyce i fenomenalnej znajomości  warunków jakie panują w powietrzu. Czy zatrzymać się na tych światłach czy dalej, którą stację paliw wybrać, czyli szukanie kominów termicznych i umiejętne z nich korzystanie, a równocześnie  wybranie takiej trasy, by przelecieć dane zadanie jak najlepiej. Bardzo widowiskowe są za to doloty, kiedy rozpędzone maksymalnie szybowce dolatują do lotniska, przed lądowaniem wypuszczając całą wodę balastową  ze skrzydeł. Nie rzadko, przy odpowiednim kącie padania światła dla obserwującego,  tworząc tymczasowe tęcze. Dla zakochanych w szybowcach, obserwowanie najlepszych szybowców w dodatku pilotowanych przez najlepszych szybowników… sami rozumiecie… Toteż od paru dni chodzę niewyspana, bo różnica stref czasowych daje mi w kość, ale nie mogę odmówić sobie przyjemności śledzenia relacji z zawodów najbardziej na bieżąco jak tylko się da. Nie namawiam do nastawiania budzika na 2 w nocy, kiedy otwierane są starty, ale zapraszam do podziwiania w chwilach popołudniowego relaksu.

Na zachętę wrzucam filmik prosto z kokpitu szybowca  z kanału zawodów na YouTube :)  


31 grudnia 2016

Happy New Year !!!


Ten rok zakończyłam w powietrzu nietypowo.
Co prawda lotów szybowcowych była cała masa i  jak tylko przygotuję zdjęcia to się nimi podzielę, niestety ja nie latałam szybowcem. Trochę mi się namnożyło problemów z kręgosłupem, z powodu zaniedbania sprawy z sierpniowym wypadkiem samochodowym i obawiałam się, że zwyczajnie z szybowca już nie wyjdę, tylko trzeba mnie będzie z niego wydłubywać dźwigiem ;)  Loty się skończyły i wyglądało na to, że minionego roku nie pożegnam w powietrzu. Na lotniczych kumpli zawsze jednak można liczyć. Jacek zrobił mi wspaniały prezent. Zabrał mnie na lot Cessną. W dodatku dał mi ją popilotować w powietrzu.  „Pilotowanie” to akurat słowo mocno na wyrost, bo odpowiednio ustawione obroty silnika i trymer i Cessna leciała sama. Mega przyjemny samolocik!  Tak oto po zrobieniu nieco większego kręgu nad lotniskiem poczułam się pilotem samolotu !  
Dziękuję Jacek!!!

Samych fantastycznych  przeżyć życzę Wam w Nowym Roku!!! 

05 grudnia 2016

ciemno i do lotniska daleko

Grudzień, ciemno, daleko do lotniska, galopujące zaległości … w Cytrynie padł sworzeń, a w Złotym zamarzł jedyny zamek w drzwiach  którym da się otworzyć auto… Natychmiast potrzebowałam jakiegoś sukcesu…  Może moje radosne wiosenne postanowienie, że będę sobie robić przez całe lato pyszne smoothie?  Kupiłam wtedy specjalny zielony blender, książkę z przepisami… No dobra zaczniemy od czegoś łatwiejszego. Gotowa mieszanka z Hortexu. Starannie wygrzebałam większość  brokułów, został głównie szpinak i truskawki  (dlaczego wszyscy wszędzie dodają brokuły, to jakaś klęska urodzaju? ). Pojemność chyba dla wojska, mój blender zaciął się trzy razy. Wygrzebywałam łyżeczką część już zmiksowaną  żeby zrobić miejsce tej jeszcze nietkniętej. Dolałam wody. Chyba za mało. Konsystencja mokrej ziemi.  W smaku okazało się, że to mokra ziemia o posmaku truskawek.  W dodatku bardzo smaczna mokra ziemia o smaku truskawek. Z przyjemnością wypiłam kolejną porcję.  Nie wiem tylko czy mogę zaliczyć to do listy sukcesów. Wyrzucając opakowanie przeczytałam instrukcje: należało dodać jeszcze banana i jabłko :)