26 grudnia 2012

Świątecznie

DSC00677m
DSC00678mDSC00675m
Święta nie bardzo odcisnęły na mnie swoje radosne oblicze, ze względu na chorujące skrzydlate pociechy. Z chłopakami będzie dobrze, ale Sol przerasta dziób, coś jak wrastający paznokieć - rośnie jej nie tak jak trzeba  i zbyt intensywnie. Wet twierdzi jednak, że w przeciwieństwie do paznokcia ta przypadłość jest trwała, będzie sie pogłębiać i może dojść do deformacji dzioba. Dlatego ma problemy z jedzeniem. Możliwe też, dlatego trudniej wybić u niej pajęczaki. Co chwile coś wyskakuje jak Filip z konopi i pomimo  wiary w ludzi, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że zostałam potraktowana na odwal sie i oszukana. Chciałabym wierzyć, że to przypadek, pomyłka, że sprzedający  nie zauważył, że sprzedaje chore ptaki. Tylko taka wiara wydaje mi się zwykła naiwnością,b osa z dużej, znanej hodowli. Ech..
W internetowej wypożyczalni oglądam wszystkie odcinki Ally McBeal i odrywam się od własnych problemów. Mało w tym magii świąt… Magiczna była dla mnie za to Pasterka. Wrażliwa jestem na wystrój wnętrz,  a dekoracje w moim kościele mnie po prostu zachwyciły. W dodatku w ramach żywej szopki w wolierach zamieszkały na czas świąt króliki i.. rasowe gołębie… nie mogę się skupiać na Mszy :)))). Przyznam, że trafione w dziesiątkę, dorośli odkrywają w sobie dziecko  i z zachwytem przyglądają sie wyczarowanemu, bajkowemu światu. Zdjęcia robione komórką nie oddaja niestety piękna rasowych gołębi, które siedzą w wolierce, a są tam 4 pawiki –białe i czarne, kilka białych kingów – boskie, dwa biało brązowe z kryzą wokół głowy- których niestety pomimo porównań nie do końca umiem przypisać do jakiejś rasy i  jeden awanturnik z piórami na nogach :)
DSC00673m 
DSC00671mDSC00669m
Chociaż główne święta mamy juz za sobą, życzę Wam tego magicznego, bajkowego powrotu do dzieciństwa w dalszym świątecznym okresie.

13 grudnia 2012

jak nie kijem go to pałką ….

Obraziłam sie na sikorki. Pomimo zastawionej stołówki na balkonie, śniegu po pachy i mrozów, żadna się nie pojawia. Najwidoczniej nie przypadł im do gustu mój balkon, cóż… ziarno się nie zmarnuje, będę sukcesywnie upłynniać je na parterze w przyjaznej gęstwinie krzaków, może tam się skuszą. Co jednak zrobić,  kiedy  marzyło mi się stado rozćwierkane, a za oknem zima? 
DSC00624mDSC00618m
Najlepiej pojechać  na wystawę kanarków i to nie byle jaką, ale same Ornitologiczne Mistrzostwa Polski, w dodatku jubileuszowe bo 75 !  Miałam być już w piątek, ale jakoś tak stres mnie dopadł i przypałętała się potężna migrena. dawno takiej nie miałam, nie widziałam na oczy, spotkanie z przyjaciółka jedno odwołane, drugie w okolicznościach  kiepskich, bo ja nieprzytomna…W  sobotni ranek zaczęłam przychodzić do siebie. Spacer z psem o poranku dobrze mi zrobił, rześkie powietrze otrzeźwiło, chociaż jak pokazują dalsze wypadki zapewne za mało…
DSC00526m
DSC00529m
DSC00530mDzień się rozpogodził i wymarzony był na małą przejażdżkę..Ptaki jak zwykle mnie zachwyciły, tym razem sporo było też innych ptaków egzotycznych i cała gromada przecudnych papug. Porobiłam kiepskie zdjęcia - bo komórką i zachwycałam się, wzdychałam… Pierwszy raz w życiu, zobaczyłam na żywo kilka innych ras, w tym Norwiki i aż nie mogłam się oderwać, to takie kury  wśród kanarków- duże, puchate, chciałoby się je przytulać … cudne!!!!  Na koniec poczłapałam w kierunku giełdy. Obeszłam ją chyba z 4 razy wkoło, sprzedający Hodowcy, przekonywali mnie, że to tego ptaka na pewno szukam… ale ja miałam plan.. znalezienia narzeczonej dla Fabrizia… Miała być czerwona z koronką czyli koroniaczka niemiecka. Niestety wybór był  spory ładnych  ptaków tej rasy, ale białych… dwa czerwone cudaki, okazały się niestety chłopakami, wzięłam jednak namiary na Hodowcę :).  Teoretycznie plan został wykonany – miały być koroniaki, nie "zwykłe" czerwone, ale… w tym roku miała być też wielka impreza z okazji imienin moich, bo druga ładna data : 12.12.12. :) , imprezy niestety nie będzie.. za to przy wyjściu  siedziało sobie stadko pięknych ptaków…no i nie oparłam się :P No nie powiem, że całkiem tego nie planowałam, czekała już pojedynka na kwarantannę i stęskniony kawaler…  ale miała być koroniaczka ! ;)  Stado przemiłych, dowcipkujących panów  ( gatunek człowiek ) obskoczyło mnie natychmiast, dopytując się o moje plany zakupowe :) Na odzew, że szukam czerwonej intensywnej samiczki, pomocnicy rzucili się wyciągać ptaki  i dmuchać im w kupry sprawdzając płeć, zapewniając mnie, że to właśnie najwspanialsza samiczka jest… jakoś tak nie do końca im wierzyłam, pojawił się  “właściciel” , oznajmił, że samiczki w drugiej skrzyneczce :P. Moja “dziewczyna” chęci współpracy nie wykazywała, śmignęła spod ręki i zaczęła latać po całej giełdzie. W końcu zapakowaną w ptasi kartonikowy transporterek przywiozłam szczęśliwa do domu i  ulokowałam w pojedynce, specjalnie zakupionej na kwarantannę. Większej klatki nie planowałam, wszak miała zamieszkać z moim Księciuniem. Zaczęło coś nie grać już wieczorem. “Dziewczyna “  coś za bardzo ćwierkanie łączyła w ciągi dźwięków, ale po wielu  konsultacjach  z bardziej doświadczonymi, postanowiłam czekać poranka…
 DSC00617m Niedzielny poranek przywitał mnie słońcem i cudnymi trelami  przekrzykujących się dwóch chłopaków :P . Na pomoc ściągnięty brat, uzbrojona w najsroższa minę popędziłam na wystawę po raz drugi… No ale jak miałam wymienić mojego drugiego chłopaka, skoro to była miłość od pierwszego wejrzenia?????  W poszukiwanie tym razem nieintensywnej samiczki, włączył się tym razem prawowity właściciel – przynajmniej wizytówka, którą tym razem uparłam się dostać i  numery na obrączkach się zgadzały ;). Tak więc do domu wróciłam z kolejnym pierzastym przyjacielem  i dzięki Ci  Panie za zaprzyjaźnionych pasjonatów kanarków Mariusza  i Kasię, że pożyczyli mi kolejna klatkę na kwarantannę :)
DSC00531mDSC00538m
Moja radość nie trwała jednak długo. Kiedy tylko przekonałam się, że tym razem płeć nie została pomylona, a nowi lokatorzy dostali nowe imiona Serge i Solange, okazało się, że z dziewczynką nie jest najlepiej. Jestem “na telefonie” z wetem , bo  też pogoda nie sprzyja wożeniu kanarka w te i we w te . Dzisiaj Solange czuje się już dużo lepiej , ale  jednak kilka objawów mnie niepokoi dalej i jutro  jednak zabieram ją do weta. To moje nowe dzieci  - niestety zdjęcia kiepskie, bo komórką robione  a ona nie bardzo “lubi “ zbliżenia:
Serge :)))
DSC00631mDSC00634mDSC00632m 

Solange- niedomagająca panienka
DSC00607mDSC00614m
i  coś dla ucha również, chociaż filmowałam dziewczynę :)



Proszę trzymać za Solange kciuki, żeby niedyspozycja nie okazała się czymś poważnym. i moje imieninowe prezenciki słoneczka , miały się dobrze :)

29 listopada 2012

kiedy mgła zakrywa oczy, otwiera się serce by prowadzić

DSC00476m
jesienny poranek

DSC00477m
mgła zasnuła wydeptane ścieżki

DSC00478m
świat otuliła ciszą

DSC00480m
pomalowała szronem

DSC00481m
zamieniła pajęczyny w brylanty

DSC00482m
zakryła oczy białym mlekiem

DSC00486m
otworzyła serce

DSC00489m
by odnaleźć drogę

21 listopada 2012

Nie nadążam :)

Dzień coraz krótszy, a ja jak kura wstaje i zasypiam ze słońcem, więc i czasu dla mnie “mniej” ;) Dzieje się trochę dobrego, trochę złego. Dzisiaj zdecydowanie będzie o tym dobrym :) . 
Dostałam wyróżnienie :))))
                                  liebster-blog-button-pic
W dodatku podwójne :) Od miłej nowej czytelniczki mojego bloga – Kretowatej  oraz od dawna  zaprzyjaźnionej blogowo  Mirki . Bardzo, Wam dziękuje to bardzo miłe!!!
Zgodnie z zasadami należy odpowiedzieć na 11 pytań. Jako że wyróżnienie podwójne to i podwójna ilość pytań do odpowiedzi , więc zaczynamy :
Pytania:
1. kultura czy natura? Dziwne pytanie dla mnie :) Obie odpowiedzi :)
1. Pamiątka z wakacji / znaleziony fajny korzeń, kamień, muszla czy coś kupionego ? Czasem jedno, czasem drugie 
2. twarde okładki czy miękkie okładki? Miękkie do czytania, twarde do albumów
2.Masz do wyboru ... zakup kosmetyku czy nowy krzaczek do ogrodu/ na balkon, co wybierzesz ?  Krzaczek :)))
3. woda płynąca czy stojąca?  Każda!  Najlepiej obie razem :) 
3.Jaki prezent byś wolała, własnoręcznie zrobiony czy kupiony ? Własnoręcznie zrobiony, chyba ze ktoś chciałby mi kupić terenowca :)
4. smoki czy topielce? Zdecydowanie SMOKI, ja smoczycą jestem :) 
4.Jesteś sową czy rannym ptaszkiem ? Jak pisałam na początku postu –jestem KURĄ :))) W zimie nie zwlekę się przed ósma nawet, w lecie o 5 jestem już pełna energii 
5. sobota wieczór czy niedziela rano? Zdecydowanie wolę poranki, zwłaszcza niedzielne
5.Wolisz Święta w gronie rodzinnym czy zorganizowanym wyjeździe ? Rodzina!!! W dodatku im większy “spęd” tym ja szczęśliwsza
6. blondynki/-yni czy brunetki/-eci? Bez znaczenia, ważne co w głowie
6.Życzenia wysyłasz pocztą czy korzystasz z komórki ?  Głównie e-mailem teraz, do części sms , ale tęsknię za tradycyjnymi kartkami.
7. gotówka czy karta? - wielkie pytanie współczesności;)  Wszystko zależy jakie zakupy i gdzie:) Większa gotówka tylko karta
7.Książka czy audiobook ? Książka!!!! Chociaż brat przekonuje mnie że audiobook jest świetny na wakacje i wyjazdy – można zabrać więcej tytułów. No ale nie wyobrażam sobie  życia bez papierowych książek ..
8. jabłko czy gruszka? Oba uwielbiam
8.Wierzysz, że piątek 13 musi być pechowy ? Nie, nie jestem przesądna, fajne daty i niektóre śmieszne “przesądne” zwyczaje  traktuję jak powód  do dobrej zabawy
9. obcasy czy pepegi? Zależy od okazji
9.Masz do wyboru kawałek ulubionego mięska i ciasta ... co wybierzesz ? Ani jedno, ani drugie za to jakaś tłusta, boska zapiekanka z ziemniakami…. Jestem uzależniona od ziemniaków hihihi
10. łuk czy strzelba? Zdecydowanie łuk :) Najlepiej i  tradycyjny i  nowoczesny bloczkowy :)
10. Chodziłaś na wagary ? Jasne że tak, ale dopiero w liceum :) Wcześniej nie miałam odwagi, bardzo dobra sprawa, najlepiej mi się wtedy uczyło i nadrabiało materiał,  od zawsze byłam za edukacją domową ;) . 
11. wino czy piwo? Jestem całkowitą abstynentką, nie piję alkoholu pod żadną postacią. Najbliżej- kwas chlebowy :)
11. Czy kupując ubrania zwracasz uwagę na kolor ( bo będą pasowały do reszty w szafie), czy idziesz za impulsem, bo mi się podoba ? Oczywiście że kolor …! Ja nawet kolor papieru toaletowego dobieram do koloru WC… zawodowe zboczenie ;)

Zaraz będą pytania i nominacje :)

Nominowane blogi - kolejność alfabetyczna:
http://bo-pieknie-jest.blogspot.com/
http://chatazawsia.blogspot.com/
http://dalekoodszosy.blogspot.com/
http://domzkluczem.blogspot.com/
http://gesipuchblogspotcom.blogspot.com/
http://koloroweszkielka.blogspot.com/
http://na27stronie.blogspot.com/
http://naszalesnachata.blogspot.com/
http://sloneczneniezapominanie.blogspot.com/
http://szoszonka.blogspot.com/
http://tuskulum-riannon.blogspot.com/


Pytania :)

1. Daleka podróż samochodem czy pociągiem?
2. Wchód czy  Zachód - co bardziej fascynuje Cię podróżniczo?
3. Historia czy fantastyka naukowa?
4. Lew czy tygrys?
5. Naturoterapia czy medycyna tradycyjna?
6. Kolacja w klimatycznej knajpce czy grill w ogródku ?
7. Filharmonia i koncert ulubionego kompozytora  czy koncert na stadionie ulubionego zespołu?
8. Feeria barw czy stonowana kolorystycznie kompozycja ?
9  Terenówka czy auto sportowe?
10. Urlop w kurorcie czy wycieczka objazdowa?
11. Bardziej perfekcyjna pani domu czy bardziej bałaganiara ?

12 listopada 2012

W sidłach obłędu

Nieubłagany  posiadł  mnie w całości i coraz bardziej wciąga mnie jak w lej po bombie :). Z okazji swoich urodzin, byłam wczoraj na wystawie kanarków w Sosnowcu :) . Poszłam w towarzystwie.  Zaczęło się niewinnie na parapetówce, kiedy to opowiadałam o tym małym dziobie, który  zamieszkał w moim domu. Temat rozwojowy , bo okazało się że nie ja jedna maniaczka, narzeczona brata zakochana w kanarkach po dziadku hodowcy. Z racji wystawy i święta, razem zwabiłyśmy podstępnie, nieświadomą ofiarę czyli mojego brata,  na owo wydarzenie i miałam okazję zobaczyć z boku, jak owo zjawisko następuje.. bo jak się rozrasta w człowieku, to wiem z własnego doświadczenia.:P.
Najpierw było, no rzeczywiście ładne ptaszki, ooo i jak miło śpiewają… jak wychodziliśmy to było “wiesz kochanie “ ( do  narzeczonej ) to rzeczywiście niegłupi pomysł zrobić taka małą wolierkę w domu”  … Wszystko w ciągu dwóch godzin..  Niestety sama również sie nie uchroniłam…tuż za winklem alejki siedziały takie małe pokraki i chociaż w życiu nie podejrzewałabym tego ..zakochałam się również w japońskich garbusach …  Wizje wyrzucenia mebli i zastąpienia ich klatkami ,regałami i wolierami… stają sie coraz bardziej realne :P  Naprawdę porażająca choroba :)))))))))))))
garbus
Zdjęć własnych nie mam, za to zapraszam do galerii znajomego z kanarczarskiego forum, zdjęcia Mariusza Herich,  który  ptakom robi prześliczne portrety  i z którego pochodzi ten boski portret Hoso- japońskiego garbusa  powyżej :))) a tu link do galerii:
Wystawa Sosnowiec 11.11.2012

01 listopada 2012

Dziady

Uwielbiam Indie, zachwycam się obcymi kulturami, ale pielęgnuję swoją…

IMG_2385m

Dziady - czyli uroczysta i otoczona aurą tajemniczości modlitwa za zmarłych tradycją swą sięgająca czasów przedchrześcijańskich odmawiana wieczorną porą  Dnia Zadusznego

“Starzec:
Dusze zmarłych przodków wspominamy,
Pamięcią i modlitwą otaczamy.
Niechaj zaduszna celebra was tu zwoła
Ożywi, wspomoże i przywiedzie dookoła.
Wspomnijmy na dusze zmarłych:
(Starzec odczytuje imiona i nazwiska
zmarłych z księgi).

Guślarz:
Oto dla was strawa – pokarm dobroczynny
Niechaj się pożywi ten co może winny.
(Guślarz rzuca za duszami zmarłych ziarno
kaszy umaczanej w mleku i miodzie). “

Z obrzędu Dziadów, Latowicz/Mazowsze.

Materiał pochodzi ze strony : Historia Regionu Latowickiego dziedzictwo kulturowe w regionie


29 października 2012

Polowanie na sikorki


DSC00370m
Zaczęło się od tego, że w pewien słoneczny ranek przyleciały dwie. Kręciły sie po balkonie jak po swoich włościach, próbowały wyskubać coś smacznego z uschłych i czekających  na przedzimowe uporządkowanie łodyg i  zaglądały w każdy kącik . Siedzę przy komputerze, kręcę sie po domu, okno mam za plecami nie zauważyłabym gości, gdyby nie ptasi alarm czyli mój Kiler. Jeśli tylko coś fruwa za oknem, zaczyna skrzeczeć jak opętany  i zwija ogon w tysiąc esów floresów. Taka kocia nerwica, że jest się nie po tej właściwej stronie szyby :). Na pierwsze skrzeki  spojrzałam i oniemiałam. Po balkonie kręciły się Sikorki :)  Chociaż latem pełno wokół jaskółek, tuż nad moimi oknami na dachu srocze gniazdo, za rogiem budynku kosy.. to w zimie nic się tak wysoko nie zapędzało do tej pory. Pewnie też i dlatego, że śmietnik po innej stronie bloku, po której również są przyjazne, gęste krzaki  i alejka na której zawsze ktoś coś dobrego wysypie dla ptactwa. Poczytałam tu i ówdzie, że ziarna mało, dzikich kłosów w trawach niewiele i ptaki juz zaczynają szukać, więc nie czekać i można zacząć dokarmiać. Zachwycona sikorkami na osobistym balkonie obleciałam sklepy w promieniu dwóch kilometrów. Nie ma. Nie ma jeszcze nic dla ptaków na zimę, bo za wcześnie. Pomijam, że trafiłam za to na ozdoby choinkowe, zaraz obok zniczy :P .
DSC00422mDSC00452m
Dalej zapuszczać się już nie zapuszczałam z braku środka jezdnego. Niestety po 12 latach wożenia dupska własnym autem wyprawa autobusem 3 przystanki to właściwie równie dobrze mogłabym skoczyć do Australii ;). Przeszukawszy oferty w Internecie zamówiłam zapasy na najbliższe 30 lat dokarmiania ptaków w całym mieście  i oddałam sie marzeniom o rozćwierkanym stadku na parapecie.. Tymczasem po drugiej wizycie nazajutrz małe cholery przestały sie pojawiać.  Wysypałam ziarno które miałam, czyli kanarcze żarcie  i dalej nic… Przyszła paczka, powiesiłam karmidełko, kule … i .. ani pół sikorki…
DSC00423mDSC00424m
Tymczasem za oknem piękna złota jesień zamgliła się, zaciągnęła deszczem, zrobiło się całkiem mokro i zimno. Spacery przestały być tak wielką przyjemnością, pies ciągnął do domu  zaraz po załatwieniu pierwszych potrzeb, a ja chętnie zakopywałam się pod kołdrę z ciepłą herbatą i dobrą książką i korzystałam z ostatnich  luźnych dni przed następnym projektem. Zajęłam się też bardziej pożytecznymi  sprawami, niemniej miłymi – ponieważ uruchomić się udało po dwóch miesiącach auto ! Zapełniłam zamrażarkę jedzeniem dla moich zwierzaków, poporcjowałam i zadowolona z siebie wróciłam do demolowania własnego mieszkania szumnie nazywanego “wielkim odgracaniem”. 
DSC00426mDSC00428m
Przez moment moja radość z odzyskanego auta była lekko w kratkę. Awarie  nawiewu powietrza odkryłam kiedy to jechałyśmy z przyjaciółka na imprezę w gęstej jesiennej  ulewie i napawałyśmy się orzeźwianiem walącym sie na nas z otwartych okien, chociaż i to niewiele pomagało na zaparowane totalnie szyby. Awarie ogrzewania odkryłam zaś kiedy w radosną godzinę między północą, a świtem wracałyśmy z tejże imprezy, odkrywszy, że wraz ze zmianą godziny, nastała zmiana pór roku.  Stoimy w tę wyjątkowo “ciepłą” noc na światłach,  przede mną tramwaj toczy się wolno po szynach.. mnie ręce przymarzły do kierownicy, przyjaciółka dzielnie macha mi przed nosem  drapakiem polepszając widoczność przedniej szyby.. i nagle…  rozlega sie przeraźliwy, charczący dźwięk, a na nas bucha gorące powietrze…  Jak patrzę na to z dzisiejszej perspektywy, dobrze, że w tym wszystkim nie przypomniałam sobie wtedy, ze zapomniałam nowej gaśnicy, bo zaliczyłabym zawał… Dobrze też, że nie mam w takich sytuacjach  jakiegoś odruchu  naciskania bezładnie na pedały.. zwłaszcza gazu, zwłaszcza w obliczu pełznącego przede mną tramwaju.. Nie, nie wybuchło nic, ani nie zaczęłyśmy się palić. Uruchomiła się gwałtownie, zastana po długim braku użytkowania instalacja nawiewu i ogrzewania :)
DSC00456mDSC00458m
Odpocząwszy po  atrakcjach weekendowych, zaplanowałam dalszą część degradacji  lokum  na poniedziałkowy ranek - juz zimowy i marznący. Prawdopodobnie nie był to biorąc pod uwagę pewne okresy w życiu kobiety, dobry pomysł … Niechętnie patrząc na stosy rzeczy, które jakimś cudem mieściły się wcześniej w szafkach, a teraz absolutnie nie mogły  i raz po raz wczytując się w “biblię porządkową” czyli różową książeczkę Perfekcyjnej Pani Domu, ogarnięta zniechęceniem, postanowiłam  że może najpierw jednak umyje łazienkę.. zdjęłam z siebie co mogłam, zadzwonił telefon.. Rozmowa z przyjaciółką zawsze mile widziana, kiedy robota sie nie klei.. Zawisłam nad kaloryferem przy oknie, kontemplując połamane pod blokiem drzewa, tak mi się jakoś wzrok prześliznął na balkon, mignął mi jakoś grzbiet koci… Tak!!! Była tam jedna!! Siedziała na barierce i lustrowała okolice… Zamarłam w bezruchu i cichym szeptem próbowałam odwołać kota, bo szyba nie szyba, kocie sylwetki zapewne są sikorkom znane dość dobrze.. niestety mój pies  słuch ma lepszy ode mnie  poleciał przeganiać kota.. Rzuciłam telefon, wyjaśniając przyjaciółce , że tak już za chwile, odciągnęłam psa, ale sikorka  frunęła wdzięcznie w górę znikając z zasięgu mojego wzroku. Przeszło mi przez myśl, że sie może tam czai gdzieś u góry, ale najpewniej nie zauważyła żarcia, które podwiesiłam pod doniczkami … Wyszarpałam kolejne kule z opakowania i runęłam na balkon  .. tuż za drzwiami zorientowałam się, że wyleciałam w samych majtkach… na szczęście również w podkoszulku..Nie było jednak czasu na ubieranie się, zaczęłam wiązać kule… Ostanie wichry poodrywały mi  wiklinę zaczepioną do barierek, wystawała zajmując pół balkonu, chcąc dostać się do odpowiedniego miejsca musiałam najpierw ustawić ją na swoim miejscu . Niefrasobliwie kopnęłam , a zawieszona na barierce doniczka wdzięcznym łukiem wyleciała w powietrze..i… cała ziemia razem z niedobitkami  pelargonii wdzięcznie zmieszała się z zalegającym balkon śniegiem… No nie było to to czego potrzebowała moja dusza…
Siedzę i gapie sie na balkon obwieszony kulami..wykańczam projekt obwieszenia kulami całego bloku  od miejsca przebywania pożądanego ptactwa aż do mojego balkonu.. Sikorek dalej nie ma…
ciąg dalszy nastąpi.. albo nie.. zależy czy te małe cholery postanowią się jednak u mnie stołować…

15 października 2012

Gdy emocje sięgają zenitu - Kocia wystawa w Ostravie

Zaczęło się o 4 rano, kiedy ewakuowałam kanarka z domu, aby zapobiec zrobieniu z niego drugiego śniadania. Jakoś nie ufam moim kotom i miałam niezbyt przyjemne wizje, pozostawienia tych dwóch przemiłych gatunków razem bez nadzoru przez weekend. Szczęściem Fabi zniósł moje wyczyny ze stoickim spokojem, bo właściwie prowadził do tej pory wędrowny tryb życia, kilka razy zmieniając miejsce pobytu i już żadna zmiana nie robi na nim wrażenia.
Zapakowane w aucie razem z Przyjaciółką, jej córą i kotem, ruszyłyśmy w nieznane. Właściwie znane, ale jak przekonałyśmy się bardzo namacalnie, roboty drogowe potrafią z 1,5 godzinnej podróży na trasie 70 km zrobić wyprawę życia…
W panikę wpadłyśmy tuż przed granicą…  Masz korony???? Nie…..
Na szczęście w ostatnim kantorze na trasie zaopatrzyłyśmy się w stosowną walutę, dzięki czemu, wyjazd na wariata, bez termosu i wiktu nie skończył się dla mnie przyschniętym żołądkiem do kręgosłupa.
IMG_2894m 
IMG_2889mIMG_2891mIMG_2892m
Zbliżanie się do hali wystawowej, rozpoznałyśmy po miotających się w kółko autach, na szczęście kobieca intuicja podpowiedziała nam, aby wjechać na teren zamkniętego zakładu przemysłowego iii…. bingo! W zwykłych okolicznościach przyrody, z pewnością wrażenie zrobiłaby na mnie fantastyczna architektura przemysłowa, czas jednak naglił, kończył się termin przyjmowania wystawców i kontroli weterynaryjnej kotów i trzeba było lecieć :). Kątem oka zauważyłam, że jest COŚ jeszcze, co przegapiłam, zapomniałam... dotarło do mnie na schodach… Sepcial Show British Cats!!! Serce rozmiękło mi się na amen.
Nie mogłam jednak oddać się histerii natychmiast. Musiałyśmy przygotować klatkę, wyczesać po podróży kota, sprawdzić u którego sędziego będzie ocena…. Na tę ostatnią na szczęście nie przyszło czekać długo.
Skołatane nerwy Przyjaciółki ukoiła swoim zachwytem Hodowczyni tatusia młodego, która wpadła na moment na wystawę i chociaż do samej oceny nie dotrwała, efekt był na Przyjaciółce dobrze widoczny. Nabrała rumieńców i przestała trząść się jak osika. Właściwie zwykle taka wizyta dotyczy prezentowanego kota.. ale w tym wypadku, udzielono pomocy osobie bardziej potrzebującej, która zaczynała mdleć z wrażenia ;). Pozostawione same sobie, z pocieszającym „macie silną konkurencję, która już wygrywała wystawy”, rąbnęłyśmy sobie po kawie z mlekiem i ciachu, słusznie stwierdzając, że jak pracuje żołądek to nie mózg i nie będziemy się tak denerwować. Efekt był widoczny: co prawda rozumiałam co sędzina w ocenie mówi po angielsku o kocie, głównie z jej pełnych zachwytu gestykulacji, ale do końca wystawy byłam przekonana, że jest z Rosji .. dopiero dzisiaj, życzliwa dusza uświadomiła mi że sędzina przyjechała z Rumunii … Kiedy doszło do porównania o nominację do BISu, w nerwach machałam jak wściekła pierzatką  i dobrze, że życzliwa sędzina potwierdziła swój wybór słownie i z numeru kota, bo do końca życia konkurencja pomawiałaby mnie, że nie wskazała na kota, tylko odganiała się ode mnie …
Przekonane, że nominacja do BIS to wszystko co mogłyśmy osiągnąć ( wszak mamy bardzo silną konkurencję ), opadłyśmy z sił, a dwunastoletnia córa przyjaciółki Kaja, oddała się rozwijaniu swojego talentu fotograficznego, robiąc przepiękne portrety kotom.
DSC_0561DSC_0563DSC_0588DSC_0607DSC_0594DSC_0623DSC_0602DSC_0568
DSC_0579
Amoku dostałyśmy na zawołanie, kiedy zaczął się show kotów Brytyjskich.. ja w histerii robiłam zdjęcia wszystkiemu co się rusza na ringu, Przyjaciółka, w histerii szczotkowała rude futro, bo już zaczynali wołać do przyniesienia koty ..
Tak to wygląda: Koty na swoją kolej czekają w klatkach – każdorazowo dezynfekowanych. Skąd zabierają je do oceny stewardzi.
DSC_0467DSC_0465
Prezentowane przez stewardów, przedstawiane są przez konferansjera publiczności – dana kategoria, nr wystawowy, rasa, wiek, kolor …
DSC_0499DSC_0537DSC_0468DSC_0683
Następuje ocena sędziów, podchodzą, oglądają, porównują…
DSC_0506DSC_0696DSC_0487DSC_0473
Na koniec, na karteczkach wypisują swój typ, a konferansjer ogłasza zwycięzcę, którego steward unosi wysoko w górę  :).
                                   DSC_0495
Kiedy kot zdobywa, juz wszystko  co może zdobyć, czas na odbiór nagrody  i przedstawienie z imienia i przydomku kota oraz jego wystawcy, hodowli, klubu do którego należą :D .
Chociaż wydawało się to niemożliwe, ręce zaczęły mi się trząść jeszcze bardziej, kiedy wywołano kategorię I czyli persy i egzotyki.
Przewieszona przez krzesła, oblegających ring wystawców i zwiedzających, syczałam w myślach „wybierz naszego kota, wybierz naszego kota” . Możliwe, że sam syk niekoniecznie był niemy, bo kilka osób się odsunęło, dzięki czemu uchwyciłam ten stresujący moment na zdjęciach. Wygraną powitałyśmy okrzykami radości i plemiennym tańcem zwycięstwa :D

DSC_0511DSC_0515
Jedyna bezstresowa istota która była na tej wystawie to sam zainteresowany …
DSC_0595
Powrót do domu pełen uśmiechów ze zdobytego BIS Kitten 3 -6 , powinien być usłany różami.. najwyraźniej los  jednak uznał, że mamy mało jeszcze wrażeń :)
Po godzinie usiłowania ominięcia czeskiej autostrady ( nie miałyśmy wykupionej winiety ), zwiedzeniu kawałka Czech nocą, wraz z prywatnym podwórkiem które wg nawigacji było drogą nr 56.. wróciłyśmy z powrotem do Ostravy z postanowieniem, że trudno, popełnimy wykroczenie i pojedziemy autostradą na gapę, bo inaczej w życiu nie wrócimy do domu.. Wytrzymałyśmy jakieś 3 km, kiedy minęłyśmy  patrol policji … Jak zbawienia wyczekałyśmy pierwszego zjazdu z autostrady i zrezygnowane podjechałyśmy na stacje benzynową, pytać sie o drogę do Polski… .. Na stacji miłosiernie i z widocznym rozbawieniem sprzedawca poinformował nas, że autostrada między Ostravą, a granicą Polski jest bezpłatna…
Z ulgą przywitałyśmy Chałupki. W końcu w ojczystym kraju, nic złego już nas nie spotka… Powiedziałyśmy w zła godzinę, zapominając o dziwnych robotach drogowych na głównej trasie, które robiły z niej drogę jednokierunkową…
2 godziny później, telefon od męża Przyjaciółki:
– gdzie jesteście?
- między Ostrava a Katowicami… ale tego ostatniego nie jesteśmy pewne, bo to chyba już Szczecin…
- nie, na pewno nie jesteście w Szczecinie, tam się jedzie dłużej..
...mężczyzna zawsze potrafi pocieszyć swoją kobietę…
Dla tych którzy dotrwali do końca relacji, z przyjemnością informuje, że dla odmiany po zwiedzeniu kawałka Polski nocą, dotarłyśmy do domu.
Drugiego dnia zaś, na wystawie zorganizowano dodatkowa konkurencję dla kategorii I – Best In Category, dzięki której kocięta rywalizowały z dorosłymi kotami i przecudny kot mojej Przyjaciółki został trzecim najpiękniejszym kotem całej Ostrawskiej wystawy .. ( na prawie 300 kotów !!! ) zdobywając zaszczytny tytuł BOB III :D
Bacardi Tabiris *PL , 2 x EX1, 2 x nom BIS, 2 x BIS Kitten 3-6, BIC, BOB III  z hodowli Tabiris*PL 
Na zdjęciu Bacardi w objęciach "babci" – Hodowczyni ( Michala Tajzichova.) z której pochodzi jego tatuś - IC. Gandalf Terra Felis*CZ, JW, jak widać synuś idzie w ślady tatusia ;)
DSC_0410