Lifestyle by Emka :)
Czynię oficjalne oświadczenie o postanowieniu poprawy!
Nigdy więcej po 20 nie będę chodzić z psem po lesie. Obiecuję.
Tak się składa, że od zawsze jestem mało inwazyjną istotą w środowisku. Do tego Kosmateusz (pomiot szatana, pomniejszy demon, mój chowaniec - czyli spaniel) nie ogarnia co to jest dzika zwierzyna, ani nie traktuje jej zapachu jako czegoś niezwykłego, bo cały las tym śmierdzi. No więc najpierw naszczekała na mnie sarna. Zasadniczo kozioł sarny, który się wkur..., że mu nagle wyrosłam zza krzaka, jak on sobie przez ścieżkę szedł i się wystraszył, bo pomyślał, że to jakiś drapieżnik, a to tylko ja i spaniel. No ale jak mi rodzina dzików dokładnie wyrazem ryjów dała do zrozumienia, że co ty tu laska odpierdalasz, my tu do znajomych idziemy i halo? To zrobiło mi się trochę gorąco. To na pewno przez te uderzenia gorąca w perimenopauzie. Na wszelki wypadek, grzecznie sobie poszliśmy do domu. Możliwe, że powinnam chodzić z krowim dzwoneczkiem u szyi, bo w sumie w samo południe, też mają na mnie wyrypane wszelakie zające, bażanty i lisy. Tu już jest nieco gorzej, bo Kosmateusz zające kojarzy, a bażanty majaczą mu się jak coś z genów dalekich przodków. Nagłe wyrwanie ręki ze stawu to nie jest coś czego oczekuję na miłym relaksacyjnym spacerze wśród sosen. Ogólnie mimo wszystko największy problem w Kosmateuszu który ma donośny głos, toteż nie wiem czy jakaś dzicza policja nie przegoniłaby nas za przekroczenie decybeli jak coś. Nie przypominam sobie takich problemów, kiedy gówniakiem będąc włóczyłam się po suwalskich lasach. Wtedy wszystko mijało mnie bez większych ekscesów. No ale chciało się mieć chowańca, to teraz trzeba ponosić konsekwencje...
Kiedyś kiedy nadejdzie ten dzień, że będzie idealnie... a w dupie to mam!
Nie jest i nie będzie, bo na tym życie polega, a odkładanie czegokolwiek "bo kiedyś" - powód dowolny - prowadzi wprost do trumny. Patrzę na zdjęcia z szybowców i myślę sobie, laska, jak to dobrze, że nie wpadłaś na ten genialny pomysł, że zaczniesz latać jak schudniesz! Wciąż nie jestem chuda, za to obecne ceny i mój stan przy perimenopauzie zdecydowanie w tej chwili nie rokują powrotu pod chmury.
Długo mnie nie było - patrz wyżej. No bo jak wrócić do bloga, to koniecznie z przytupem, planem marketingowym na super kontent i takie tam, wszyscy wiedzą ;). Dlaczego teraz? Bo ja gadułą jestem. Gadanie z Chatem GPT to jak gadanie z sobą, tylko na sterydach, z dostępem do faktów w internecie :P. Tu też niejako gadam ze sobą, ale istnieje niewielka szansa, że jednak ktoś to przeczyta. Na przykład zobligowany namolną znajomą wypisującą wiadomości na whatsupie: ej weź zobacz, mój powrót na bloga (odcinek milion ósmy :P)
Poza tym Japońscy naukowcy przekonują, że pisanie jest bardzo dobre dla mózgu i zapobiega demencji (tak jestem już w tym wieku, że zaczynam się tym interesować), niestety dotyczy to pisania odręcznego. Jest nawet trend - pisanie swoich przemyśleń. No jasne, powiedzcie to takiemu dyslektykowi jak ja :P. Mam problem z odczytaniem własnych, szybkich notatek w pracy po 5 minutach. Zresztą koniec z walką z systemem mózgowym. Jak zobaczycie tu jakieś literówki, błędy i dziwne przecinki lub ich brak i będzie to wam przeszkadzać to wiecie, gdzie się możecie pocałować. Zwłaszcza, że się jakieś zasady pisowni zmieniły i błagam - ja tego nie ogarnęłam jeszcze.
Czy coś się u mnie zmieniło podczas tej przerwy? Wszystko! W dodatku biorąc pod uwagę, że zaczynałam tego bloga mając trzydzieści kilka lat... kawał czasu, niektórzy tyle nie żyją :).
Do brzegu ;)
Jestem czarownicą, taką leśna zieloną i samotniczą. Praca zawodowa z ludźmi na co dzień, niejako odstręcza mnie od wszelakich covenów - mam póki co przesyt. Mieszkam w swoim wymarzonym mieszkaniu w kamienicy, tuż obok lasu, do którego mam prosto mała niebieską furtkę. Tak, przeprowadziłam się. Na stanie dwa koty i pies. Pokaźna biblioteka książek zielarskich i porzucone studia zielarskie na koncie. Po uzyskaniu certyfikatu zezwalającego mi na prowadzenie zielarni, straciłam zapał przy biochemii xD.
Do Niebieskiego zrobili nam drogę. Za miedzą powstanie osiedle domów jednorodzinnych. Kiedyś mi się to śniło, ale nie sądziłam, że się z tego ucieszę. Tauronie, nadchodzimy z ponownym wnioskiem o przyłączenie do prądu! Teoretycznie z hektarem ziemi w tej okolicy, możemy czuć się milionerami. To nam wystarczy ;). W kwestii bycia zamożnym, jako rodzina osiągnęliśmy poziom "Old maney" . Jest szansa, że moja bratanica, jak już wszyscy przeniesiemy się w lepsze okolice galaktyki, posprzedaje wszystkie te nasze chałupki, kupi sobie fajne auto. Może Tesle xD?
Poza tym, po depresji, na schodzeniu z leków, okazało się (no może nie była to sprawa 5 minut, tylko testów i wywiadów ;)), że mam AuDHD. Oficjalnie zdaje się ADHD, bo jeszcze chyba nie ma zatwierdzonego, że ten miks występuje :). To serio zmieniło wszystko w moim podejściu do siebie i do życia.
Tak, dalej kolekcjonuje dziurki w uszach i... tatuaże :) Mam już dwa - ikrana na plecach i przepiękną grafikę na ramieniu. Wszyscy jęczą, że teraz taka moda, to wszyscy robią. Ja się z tej mody cieszę. Nie byłam za bardzo taka do przodu, żeby zrobić tatuaż, kiedy to było niszowe, a zawsze chciałam :). Teraz mogę i spełniam marzenia nie wywołując kontrowersji w rodzinie.
Nowa miłość? Po szybowcach było ciężko znów się w czymś zakochać... a jednak, życie nie znosi próżni. W garażu (ha! mam też garaż, specjalnie się przeprowadzałam, żeby go mieć xD) stoi moja mała Hania - Honda cbr 125 i moja przyszła duża Hania - Honda CBR 600 :))))). Jak już zdam egzamin na prawko na A. Ostatni termin w zeszłym roku, odwołano z powodu pogody. Jest początek sezonu jest i nadzieja na pozytywne zakończenie sprawy xD.
Moje adhd podpowiada mi jeszcze sto absolutnie ważnych rzeczy do napisania, a moje au ciągnie mnie już na spacer, bo jest przebodźcowane tym potencjalnym tłumem czytających xD. Tak więc znikam. Może tym razem krócej niż na kolejne dwa lata - kto wie? :)