11 listopada 1993

stoję u wrót
czy może na drodze do nich
upojona chwilą
gdy stanę na progu
niepewna czy tego chcę



------------------



ranek
mgła
białe mokre kropelki
otuliła twarz
tchnęła świeżością
zapachem jesieni
cisza
spokojna bezbarwna
otuliła twarz
rozkołysała dniem
zaszeptała jesienią
zapiał kogut
duży
czerwony
z czarnym pióropuszem ogona
trzeba wracać


-------------


zakurzoną ścieżką
krok za krokiem
drepczesz w dal
spuszczony wzrok
dziś tak smutny
zaczekaj na mnie
razem
znajdziemy szczęście


---------------



zaspane świerszcze w trawie
słowik we mgle
śpiew ptaków szum strumienia
wiatr wśród drzew
wstaje dzień
uśpiony rechotaniem żab
rosa poranku przysiada na rzęsach
dalej
drogą przez las
w takt pędu dzikiego konia
lśniącego kasztanem


------------


z mchu i paproci leśnej gęstwiny
malutkiej chmury kawałka nieba
kropli deszczu z zaspanych motyli
i takiej ciszy, kiedy ptak śpiewa
może jeszcze tak z głębi duszy
nieśmiertelnego zachodu słońca
w bajkowych wróżek języku tajemnym
mahatma eli
quantia sorro
esh kana faa
esh esse la tire
amani esjaho tiras


-----------------



najbardziej kocham
te chwile wytarte
o których czas zapomina
gdy świat nabiera trochę kolorów
zapachu takiego swojskiego
można pośpiewać pomówić pomilczeć
pójść przed siebie na spacer
i zatańczyć
tak ze zwyczajnej radości



-----------------



spadły wróble
jak liście zmęczone latem
a przecież i słońce nie takie
i drzewa jakieś wesołe
ziemia drży napięta
jakby chciała rodzić
cały świat przebudzony
kpi sobie z jesieni



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz