30 listopada 2009

Odczarowana

Dostałam kolejny dowód na to, że nie musi być wszystko zaplanowane z góry i dopięte na ostatni guzik żeby się stawało. :)
Do późna w nocy razem z moja przyjaciółką i jej mama, snułyśmy zwierzenia, plany, marzenia i kobiece czary, w kuchni pełnej zapachów, gotowania i pieczenia.
To mój najbardziej magiczny wieczór andrzejkowy, kiedy przyjaźń otula uśmiechem, leczy i przegania wszystkie smutki.

2 komentarze:

  1. ::::)))))

    Nic więcej nie wystukam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. A wróżby woskowe były?
    Zazdroszczę!

    OdpowiedzUsuń