17 października 2010

Taniec z marzeniami

Dawno dawno temu mała dziewczynka pokochała taniec, nie została baletnicą, ani nic z tych rzeczy, bo postanowiła zostać architektem, ale o tym innym razem ;) Tańczę od zawsze i właściwie poza epizodami ( bardzo pięknymi zresztą i do tego owianymi romantyzmem, o tym też może innym razem ;) ) właściwie całkowicie "na dziko". Dopiero 3 lata temu trafiłam na profesjonalne zajęcia, gdzie zaczęłam uczyć się tańczyć - tańca orientalnego. Wtedy okazało się, że jakoweś złe we mnie weszło, albo mnie napadło ( o owym jakowymś pisać w ogóle nie będę, bo nie jest tego warte :P ) i gdzieś zginęła swoboda i radość płynąca z tańca. Próbowałam, ale wciąż nie mogłam się odnaleźć, nie pomagała ani cudowna atmosfera zajęć, wspólnych występów, ani wspaniała, ciepła prowadząca - Thasis. Potem złe - jak już wiecie wlazło mi w kolano. Naturę mam wojowniczą i od początku października wróciłam do tańca i to podwójnie. Mój powrót można określić ładnym sloganem "pot, ból i łzy". Tak się złożyło, że zaczęłam od wymarzonych zajęć tribal - w dodatku u podziwianej przez mnie od dawna Yolandy,. Stres, nieruchawość, paniczny strach, że znów coś mi się stanie ( kolano strzeliło mi właśnie w tańcu ) ... pogubiłam ręce, nogi i biodra, pomyliły mi się części ciała, zapomniałam o muzyce... a w lustrze widziałam tylko spoconego czerwonego potwora który wszystkim zawadza. .. ( no tak, zajęcia z tańca zwykle odbywają się w sali pełnej luster.. jakby ktoś nie wiedział ). Nie uciekłam, nie dlatego, że taka dzielna byłam, tylko dlatego, że zapłaciłam za 3 miesiące z góry i wiedziałam, że i tak muszę tam wrócić.. :)))) Po powrocie do domu starałam się nie ryczeć w poduszkę, powtarzałam sobie tylko w kółko do znudzenia, że mam prawo czuć się zestresowana, mam prawo czegoś nie umieć i że i tak tańczyć będę i już :P. Na belly dance z Thasis od razu wykupiłam podwójne zajęcia, tutaj wracałam jak do własnego domu, nie stresuje się kiedy patrzę jak dziewczyny, które kiedyś zaczynały ze mną, dziś same przygotowują występy - patrze na nie z podziwem i z zachwytem. Znalazłam swoja niszę - zakochana w bębnach, posiadaczka swojego "szamańskiego" djembe, zaczęłam uczyć się rytmów arabskich na darbukę :). Na djembe brzmią eee... oryginalnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę umiejętności grającej, a raczej ich duży niedobór ... :))))).
Wszystko więc wróciłoby do codzienności ,gdyby nie fakt, że skusiłam się na Progresteron :) Uwielbiam ten festiwal, i chociaż mogę na nim być tylko jeden weekend- podreptałam. Było z tym pod górkę, w nerwach tam poleciałam, pierwsze zajęcia- kompletnie nie trafiłam, nie dla mnie. Zrezygnowana, po odsiedzeniu dwóch godzin ( no kto sobie tak wybiera zajęcia żeby mieć taaaką przerwę ? :P ), już kompletnie zniechęcona poczłapałam na Taniec z marzeniami , prowadzony przez Marzenę Śniarowska-Tlatlik. Tyle racjonalnych opisów. Dalej, była już czysta magia.
Zapada jesienny zmrok na wielkiej gimnastycznej sali, rozświetlony małymi świeczkami w środku kręgu. Pierwsze dźwięki muzyki wywołują mi ciarki na plecach, zapominam, gdzie jestem, o czym są te zajęcia. Mamy ruszać się do rytmu, ale ja stoję. Stoję i nie potrafię przestać płakać, nie potrafię ruszyć nawet kawałkiem ciała. Przepłakałam tak prawie pół zajęć stojąc lub niemrawo przestępując z nogi na nogę, a muzyka wdzierała się we mnie wszystkimi zakamarkami, przez skórę, przez każda komórkę ciała. Dotarła do mojego umysłu, zawładnęła nim, dotarła do mojego serca i wprawiła je w drżenie.. a potem dotarła do mojej duszy.. i zaczęłam tańczyć, a muzyka była mną i całym światem.
Ale żeby nie było tak strasznie tkliwie, taniec z marzeniami ma swój wymiar bardzo materialny również ;) Podpowiedz na zdjęciach, zgadnijcie co ! :)))))))


12 komentarzy:

  1. Niewazne jak, wazne, ze robisz to co kochasz :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Apaaaarat? Naaapraaawdę? :P
    Zarzekała się żaba błota :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Czasem po prostu trzeba odpuścić i musi w nas pęknąć by się udało. W różnych dziedzinach życia.
    Płacz w takich chwilach to po prostu katharsis. Myślę że to co przeżyłaś będziesz pamiętać na zawsze!

    OdpowiedzUsuń
  4. No to teraz to już z górki:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak, to przeżycie zostanie już ze mną zawsze jako jedno z tych kiedy odkrywa się raj na ziemi :) Właśnie we mnie pękło i jestem niezmiernie szczęśliwa, moje prywatne katharis :) Właśnie z tej szczęśliwości przestałam się tego błota wyrzekać i kupiłam aparat :))))) Ratki do maja , ale cudo już stoi u mnie. Zdjęcia jak widać pierwsze są -cyknięte przez mojego brata. Ja przez pierwszą godzinę bałam się wziąć aparat do ręki :P Teraz zagłębiam się w lekturze, które pokrętełko do czego ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Najpierw wszystko czytałam ze ścisnietym gardłem i łzami w oczach bo wzrusza mnie taka determinacja ;)) Ale na koniec pojawił się uuuuusmiech: mam taki sam aparat!!!
    Pamiętasz, jak opisywalam swoje poszukiwania?
    Nie spodziewałam się, że dojdę do takiego samego wniosku, jak TY!!! Mój przeszedł już próbę na urlopie - wkrotce cos pokażę...
    Liczę też na Ciebie ;))
    Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozumiem co czujesz kiedy piszesz Stres, "nieruchawość, paniczny strach, że znów coś mi się stanie"... ja tez 3 lata temu skręciłam nogę w kolanie i wszelka aktywność sportowo - taneczna została zawieszona... do dziś nie odważyłam się wejść na lodowisko, o nartach nie wspominając.
    Dlatego podziwiam zapał i determinację. Może i mi uda się przełamać.
    Swoja drogą masz wielkie szczęście, że potrafisz odkryć swój raj na ziemi :) Trzymam kciuki za sukcesy tanecznie i fotograficzne :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha! To czekam na zdjęcia Joanno ,a swoje niedługo już !
    Aradhel ,mnie pomógł się przełamać blog triatlonisty im226 -jest na pasku u mnie na blogu po prawej. Trafiłam na niego, szukając rehabilitacji po urazie kolana - miał dokładnie to samo co ja i bardzo szybko wrócił do sportu. To mnie natchnęło że problem tkwi w mojej głowie i postanowiłam z tym powalczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Hmm...przeczytałam , pomyślałam i jestem pod wielkim wrażeniem:)
    Marzenia się spełniaja, a taniec to Twoje życie:)

    OdpowiedzUsuń
  10. O tańcu świetnie pisała Jo Croissant w książce
    "Ciało świątynią piękna", znasz? :)Zakupu gratuluję i życzę byś miała z niego dużo radości. Jak tam, odwiedził Cię listonosz? Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  11. Witam po raz pierwszy :)
    Podczytuję Twojego bloga po cichutku, jeszcze nigdy się nie odzywałam ... ale dziś skoro o tańcu moim ukochanym ... postanowiłam kilka słów zostawić.
    Pierwsze, drugie i trzecie zajęcia z belly dance były dokładnie tak jak u Ciebie okupione potem i łzami, czasami zastanawiałam się ... po co mi to ?! dlaczego się tak katuję skoro ciało nie chce ze mną współpracować ;) wtedy przypominała mi się moja pierwsza instruktorka i jej taniec z woalem, siedziałam oniemiała z podziwu,dosłownie zamurowana, obiecałam sobie że ja też tak kiedyś być może ...
    Rok ciężkiej pracy, treningów i niekiedy prywatnych lekcji przyniosły efekty. Zaczęłam naprawdę tańczyć. Chciałam więcej i więcej się uczyć. Warsztaty wyjazdowe, kilka instruktorek, poszukiwanie siebie i własnego stylu.
    Tak minęły prawie 2 lata. Potem ... wyprowadzka z miasta na wieś ... jakiś czas próbowałam dojeżdżać ale zajmowało mi to wiele czasu i nerwów.
    Dziś mija prawie rok odkąd nie byłam zajęciach, nie ćwiczę w domu
    Została wielka, ogromna tęsknota i czasami mi się śni że znowu tańczę ... pięknie tańczę
    Pozdrawiam ...
    Magda

    OdpowiedzUsuń