Nielotny weekend z powodu uziemienia z okazji
Światowych Dni Młodzieży miałam zamiar spędzić zaszywając się w lesie. Po
traumatycznej drodze, kiedy to zostałam zwyzywana przez własnego kota od podłych
świń, narażającyh kota na śmierć, zamykając go w transporterze, którą to
drogę prowadząc samochód jedną ręką ( drugą musiałam miziać kota, bo bez tego miziania natychmiast
dostawał apopleksji, zawału i zapaści ) wyczerpana dotarłam na miejsce.
W Niebieskim przywitała mnie
podwójna tęcza.
Dobrze, że oznacza nadzieję, bo Koci
Władca zaszył się w zakamarkach pod
fotelem i za nic nie miał zamiaru opuścić kryjówki. Woda nie, jedzenie nie, na
nic tłumaczenia, że przecież bywał tu w czasach swojego dzieciństwa. Ale to
było wtedy. Teraz jest teraz i w dodatku po domu chodzą inni ludzie. Jak mogłam
zrobić to swojemu ukochanemu, wypieszczonemu kotu ??? Nie pomagały pocieszenia Mundziola, który co
jakiś czas wylizywał zfochowanego lokatora spod fotela i zachęcał do wyjścia na
świat. Zrezygnowana poszłam spać, podtykając jedynie w bliskości miski i pokazując umiejscowienie kuwety. (Prowizoryczna
kuweta została skrytykowana tak, że nie wypada mi nawet tych słów przytaczać ;)
)
W nocy dom dostarczył jednak wystarczająco dużo atrakcji, żeby przeprosić się z całym światem. Jedynie picie odbywało się z
psiej miski... w cudzej misce woda ma lepszy smak.
Poranek przywitał nas mgliście,
nie chciało się wychodzić spod puchowej kołdry.
Chciałabym już codziennie mieć o poranku taki widok za oknem
W końcu zaczęło się zgodnie z przewidywaniami
rozpogadzać. Po śniadaniu na ganku, przyszła pora na pomiary i trudne przemyślenia
na temat remontu domu. Do pracy jak zwykle zagrzewała mnie wiara moich rodziców.
„Nie wierzę, że kiedykolwiek wyremontujesz ten dom, przecież i tak wszystko
wydajesz na szybowce” podsumował moje zapędy Tato. Przypomniałam mu, że z równą
wiarą podchodzili do moich planów zostania przeze mnie architektem… Mama postanowiła
powiedzieć coś pozytywnego. „Przeprowadzisz się jak nas już nie będzie” ekhm
znaczy na jakąś późną starość, bo zakładam optymistycznie, że pożyją
przynajmniej do setki. Zastanawiam się jakim cudem ja tyle osiągnęłam w życiu –
zapewne z wrodzonej przekory … Równocześnie mam od razu usprawiedliwienie
dlaczego tylu rzeczy nie osiągnęłam. Cóż za idealne zaplecze wsparcia psychologicznego.
Sprawę podgrzały emocje. Okazało się, że moje przeczucia i sny niekoniecznie okazały się bezpodstawne. W ciągu dnia, odwiedziło nas dwóch panów w strojach roboczych, w roboczym samochodzie z przyczepką pełną złomu, którzy rzekomo zabłądzili w okolicy. W trakcie mojego tłumaczenia, po zapytaniu o drogę, jak mogą dojechać do wsi, panu wyrwało się, że on bardzo dobrze zna las i trafi. Znamy takich miłych panów z wakacji. Kiedyś próbowali nam o trzeciej w nocy sprzedać węgorze wchodząc w tym celu do naszego namiotu przy przyczepie.
Duże plany najlepiej zaczynać od małych kroków, zwłaszcza kiedy szybka wycena prac remontowych zrzuca z krzesła. Dużo lepiej wygląda podzielona na części. Żeby zacząć remont potrzebuję sto części. Taaaak...Czas na relaks. Niestety plany o moczeniu się w baseniku okazały się równie realne jak natychmiastowe rozpoczęcie remontu. Pomimo wybrania minimalistycznego modelu, wciąż barakuje wody do jego napełnienia. Liczyłam na nawałnicę, która pojawiła sie zza lasu, jak tylko napompowałam basenowe cudo, ale musiałoby tak lać chyba przez nastepny tydzień.
Nie należę jednak do osób, które się poddają. Część drugą planu wypełniłam w trzystu procentach. Przegoniło mnie z hamaka dopiero całkowite oberwanie chmury.
Najwazniejsze, że w końcu po wnikliwym przeglądzie, uzyskałam akceptację moich planów osoby decyzyjnej.
Z tej nieprzyzwoitej radości wybrałam już piec kuchenny, będzie idealnie pasował do kuchennych mebli i stołu, które czekają na renowację w piwnicy. Zdjęcie firmy w której piec znalazłam

*
*
*
epilog
eeeeeeee, czekaj czekaj... ile powiedziałaś, że będzie nas kosztował ten remont????
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz