13 grudnia 2010

Jestem na diecie zaraz wracam :)

Wszystko z miłości do hucułów :))))
Niestety prawda objawiona jest taka, że nawet na przeciętnego konia zrobiłam się za ciężka, dużych zimnokrwistych koni pociągowych niestety niewiele jest "pod siodło", a ponieważ dla miłości jak wiadomo można zrobić wszystko...



W hucułach zakochałam się zupełnie przez przypadek. Ładnych kilka lat temu, po wykańczającym projekcie hali, wyjechałam z "przyjaciółka od koni" do Gładyszowa - Stadniny Huculskiej. Jej pomysł i jej miejsce, skorzystałam i jestem jej bardzo wdzięczna. Codziennie jeździłyśmy na przejażdżki po okolicy i miałam okazje przekonać się jak dzielne, sprytne i cudowne są hucułki. Takie małe terenówki wśród koni :))) Co nie znaczy, że inne konie nie mogą być dzielne, sprytne i cudowne - dla mnie wszystkie są - ale miłość nie wybiera :) Co prawda ciuteniek również jestem na hucuły za wysoka, ale zdarzają się takie wyrośnięte trochę ;). Na hucułach właśnie zaliczyłam pierwszy galop przez łąki, pierwsze skoki w terenie, dość specyficzne, bo to były niskie przeszkody, jakieś chaszcze, zwalone pnie drzew, rowy i hucuły brały je odbijając się z wszystkich czterech nog :P. W sumie jedyne co należało robić to im nie przeszkadzać ;) Miłość trwa do dzisiaj, marze o swoich hucułach które będą brykać po mojej łące i wciskać nosy do moich kieszeni w poszukiwaniu marchewek :)))



Gładyszów to nie tylko konie, to również przecudna okolica, cudowna drewniana architektura dawnych cerkwi i starych domów.


To piękne tereny, gdybym chciała wynieść się gdzieś dalej, to na pewno brałabym pod uwagę te okolice..




Zdjęcia z Gładyszowa robione przez moja przyjaciółkę Dominikę :)

11 komentarzy:

  1. Teraz spokojnie mogłabyś się wdrapać na Ontaria. Wtedy wreszcie by zauważył, że ma na grzbiecie jeźdźca, bo mnie w ogóle nie odczuwa :P Może trochę Wikiego ;)
    Zdjęcia są wspaniałe. Zwłaszcza te przecudne kaczeńce. Okropnie lubię te kwiaty, zawsze kojarzą mi się z ciepłym, wiosennym dniem i chlupotem wody pod stopami na podmokłej łące.
    Mam nadzieję, że nam obu spełnią się te małe wielkie marzenia. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. My trzymamy kciuki. Nasza przyjaciółka i jej małż stosowali dietę Dukana. Ola zrzuciła 15 kg, a Jacek...28. Sami siebie nie poznają w lustrach :-))) Uda się! W końcu miłość czyni cuda. Miłość do hucułów także!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kibicuję bardzo mocno zatem!
    Czego się nie robi dla koni!

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiosnę widzę, wiosnę, kaczeńce, pierwiosnki. Beskid Niski jest piękny, zobacz do CHATY NAD WISŁOKIEM, jak Piotr spełnia swoje marzenia. A przy diecie Dukana, gdzieś czytałam, to trzeba mieć zdrowe nerki i wątrobę, bo są mocno obciążone, może po prostu więcej ruchu, jakiś nordic. Trzymam kciuki za utracone kilogramy, trzymaj się
    i pozdrawiam Maria z Pogórza Przemyskiego

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję za kciuki :)!
    Niestety Dunkan nie dla mnie, mój organizm nie toleruje takiego odżywiania, ja im mniej jem mięsa tym lepiej się czuje, taką zwyczajna dietę stosuję tzn staram się stosować ;).
    DO Chaty nad Wisłokiem zaglądam regularnie ! Fantastyczna sprawa i z zachwytem patrze na ta budowę :D.

    OdpowiedzUsuń
  6. Powodzenia w dietowaniu, ja obecnie tez sie odchudzam, chcialam polecic Dukana, ale widze, ze sie spoznilam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Przywołałaś krainę moich tęsknot:)Zakochałam się w Beskidzie Niskim jak tylko pierwszy raz ujrzałam te strony. Moi dziadkowie przed wojną tam żyli.
    Z okazji świątecznego czasu życzę Ci kochana wielu osobistych sukcesów, poczucia spełnienia, swojego miejsca w życiu, radości życia i spokojnego przeżywania Bożego Narodzenia. Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moc świątecznych życzeń dla Ciebie i Wszystkich którzy tu zaglądają

    OdpowiedzUsuń
  9. I mnie Dukan nie służy. Ja chcąc od czasu do czasu ulżyć wadze ( średnio raz na rok - wiosną )Przechodzę na absolutny wegetarianizm ( zima robię pewne ustępstwa. Jadam czasem drób i ryby , no i wina wówczas nie pijam wcale. po miesiącu sama się dziwię bo dycha znika. Ale w ciągu roku wraca... I tak w koło Macieju. Ale szkoda mi życia, żeby się cały czas umartwiać. W końcu raz się żyje. potem już się tylko straszy....

    OdpowiedzUsuń
  10. Asiu i Wojtku! Tak! Absolutny wegetarianizm cudowny jest :) Teraz jakoś nie mam po drodze z takim czystym wege - tatuś łowi wielkie pstrągi i takie zapiekane z koperkiem bez tłuszczu w folii... no nie mogę się oprzeć :P. Zwłaszcza że chociaż byłam wegetarianką przez 10 lat - nigdy z ideologicznych przekonań, więc też nie mam etycznych przesłanek aby się go dalej trzymać .. może kiedyś, kto wie - bo mi służy i bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje rodzinne strony!
    Można tam odpocząć, prawda? Taka wszędobylska cisza tam panuje. Im bliżej granicy tym ciszej i ciszej i ciszej...
    Pozdrawiam

    PS. Aha może zacznij pisać o architekturze:) Przeczuwam, że mógłby to być całkiem interesujący blog;)

    OdpowiedzUsuń