22 kwietnia 2015

orka na ugorze…

Po wyczekiwaniu przez całą sobotę, nadszedł wreszcie niedzielny poranek … i moja decyzja, że jednak nie ucieknę z szybowca i zacznę się uczyć tych startów i lądowań … :))) Byłam dzielna do momentu wsiadania, potem cała moja dzielność zwinęła się w szary kłębek i odtoczyła gdzieś w krzaki :P. Cóż z tego, że mogę wyrecytować wszystkie fazy startu, kiedy po oderwaniu się szybowca od ziemi zapadam w paraliż i zapominam co mam robić ??? Wszystko wraca do normy po osiągnięciu odpowiedniej wysokości. Przy lądowaniu jest dokładnie odwrotnie.. do pewnego momentu daję radę, poniżej czas przyśpiesza, szybowiec jeszcze bardziej i pędzę z jakąś warp‘ową prędkością ku ziemi …  :P . Instruktor co prawda zapewnił mnie, że nie miewa sennych koszmarów z powodu tego co uczniowie wyrabiają w szybowcu, ale ... zawsze może być ten pierwszy raz i mam wrażenie, że zbliżam się niebezpiecznie do tej granicy :P.

taki samotny szybowiec.. żal go zostawić samego i nie wsiąść... 
DSC01609M
Pozostawiając nieszczęsne starty i lądowania .. cała reszta to poezja ... no dobra ... w moim wykonaniu wierszoklectwo i częstochowskie rymy najniższych lotów, ale ja jestem z siebie szalenie zadowolona ... do czasu kiedy nie muszę spojrzeć w bok żeby sprawdzić np. kąt i ocenić wysokość i kiedy to ręka ucieka mi za wzorkiem i ześlizguję się z obranego kursu :P Żeby to jeszcze wdzięcznie, ale zwykle kończy się na szarpaniu szybowcem w drugą stronę ...
Milion sposobów na powstrzymanie mdłości w szybowcu okazał się bez sensu … bo przestało mi być niedobrze :P . Fakt, nie kręciliśmy się na termice w „zabójczej jednostce czasu” 10 minut ;). Za to teraz za tym tęsknię, bo chętnie bym sobie pozakręcała … zwłaszcza w prawo ... Jestem lewoskrętna i czuję, że w prawo idzie mi oporniej.. chciałabym poćwiczyć … Nic mi jednak po ćwiczeniach, jeżeli nie będę umiała wystartować, a potem wylądować i znów wracamy do meritum ;)
Coś jednak zaczęło mi wychodzić dobrze ... Instruktor myślał, myślał i wymyślił ... mój całkiem nowy sposób na wsiadanie i wysiadanie z szybowca ... :))) O ile wygrzebać się jeszcze z tej kabinki całkiem zgrabnie nie potrafię to wsiadanie ... taram ... niech zagrzmią fanfary ! :))))))

już po lotach.. ostatnia nawrtoka z liną ...
DSC01610M

Cały tydzień zbieram swoją psychikę i gdzieś w okolicach środy jestem władcą powietrza i szybowca :P. Potem krzywa niestety się załamuje w dół na łeb na szyję ... ale trenujemy, trenujemy …
Cokolwiek się jednak nie dzieje … odkryłam, że zakochałam się bez pamięci w szybowcach … Miały być zamiast. Zamiast samolotów, bo mnie na nie nie stać, MiGów bo nie mogę i nie będę mogła … zamiast marzeń ... miały przykryć wielką wyrwę, która powstała w moim życiu …
Tymczasem nie przykryły, ale wypełniły i to nie tylko wyrwę, ale rosną i wypełniają każdy zakamarek mojego serca ...

2 komentarze:

  1. oj nie dla mnie to. Umarłabym ze strachu jak nic...

    OdpowiedzUsuń
  2. brawo!!!!!:) Zuch dziewczyno!

    OdpowiedzUsuń