15 lutego 2016

Zaczytałam się w blogu, który dawno obiecałam przejrzeć...

Wróciłam z Wawy z egzaminów, zbyt zmęczona, żeby od razu zasnąć.. taki stan... Zaczytałam się w blogu,  który dawno obiecałam przejrzeć i tak pomyślałam, że pisanie bloga to dobra rzecz.
Na co dzień, mijam się z ludźmi  prostymi słowami o pogodzie, o dzieciach albo o kocie...
Na szybko co słychać… „ja w pracy, mama chora... kolacje jem teraz, u bratanicy wszystko dobrze, zęby jej rosną, a u ciebie? kupiłaś ten expres?… są nowe perfumy, ciemno wciąż...” Wrzucamy czasem jakiś mem na fesjbuku zastępujący wyrażanie siebie, toniemy w codzienności, całe nasze uczucia, wszystkie myśli  odlatują i zapadają się w niebyt.
Nie ma  czasu na refleksje, na to by  przysiąść i przy parującym kubku herbaty poopowiadać o poezji, 
o tym, że pachnie deszczem.
Była kiedyś w moim życiu taka pralnia, z wielką franią. Z brudami z całego tygodnia pakowałyśmy się 
do pachnącego mydlinami pomieszczenia. Frania międliła kolejną porcję bawełny, a my na parapecie 
z majtającymi nogami, o całym świecie albo o niczym.Tylko ta frania międliła w ciszy i trzeba było popchnąć kłąb ciuchów albo wodę wymienić. 
Było tak kiedyś, że po całej nocy rysowania, o poranku,  dźwiękami gitary witałyśmy dzień.
Były spacery daleko przed siebie, opowiadana cała historia serca.
Teraz wszystko w pędzie, projekt jeszcze jeden, dostawa, szczeniaki się urodziły. 
Gonitwę myśli trudno uspokoić, pozbierać z chaosu, wypowiedzieć, więc tak pobędziemy wieczorem obok siebie, bo jeszcze została nam obecność, chociaż już tylko przez łącza Internetu…
…ale na blogu wciąż frania może międlić wodę pomieszaną ze spodniami.
W ciemna noc kiedy nie da się zasnąć ze zmęczenia, opowiedzieć to, co nie wypowiedziane, że jeszcze 
we mnie tli się coś więcej i w tobie ...   

2 komentarze:

  1. Fakt. Brakuje mi tego zatrzymania się, spojrzenia pod innym kątem, z innej perspektywy na świat i to, co wokół.

    OdpowiedzUsuń
  2. Pędząc do pracy zatrzmuję się czasem i przez chwilę jestem na tym parapecie, piorę rzeczy z tygodnia albo patrzę na Twoją makietę robioną na wczoraj. Słyszę płytę Madonny ray of the light, spaceruje z Tobą po lotnisku wzdłuż głogów , których już nie ma... Przez tę chwilę zawsze się uśmiecham.

    OdpowiedzUsuń