27 lipca 2010

Miejsce przestępstwa

Zaczęło się od tego że mam fanaberie. Fanaberie mam przez Grunwald na który nie pojechałam. Ciąg dalszy był taki, iż uparłam się jednak GDZIEŚ pojechać. Wybrałam Fort Anioła w Świnoujściu, wyjazd na klimatyczne, kameralne spotkanie muzykujących, organizowane przez Vislava . Fanaberie napotkały jednak opór mojej szefowej ( brak urlopu ) oraz zasobności portfela ( paliwożerne auto ) , nie dały jednak za wygraną... Wkupiwszy się na "krzywy ryj" na imprezę do Opola pod przewodnictwem Najemnej Grodu Koźle i Tatsu postanowiły zmobilizować mnie do odnalezienia wszelakich sprzętów rekonstrukcyjnych. Ciągnąc niewinną przyjaciółkę do Niebieskiego Domku w środku tygodnia, przez las ( porzucone auto we wsi, bo zawalone drzewa i rozjeżdżone podmokłe wertepy na których moje długie auto się zawiesza i grzęźnie ) zastanawiałam się intensywnie gdzie ja to wszystko mam pochowane ... Zdążyłam obfocić malownicze białe kwiatki przed domkiem, otworzyć drzwi i pójść do sypialni, gdzie na pewno po raz ostatni widziałam moją wiklinową skrzynię. Tam wszelkie fanaberie uciekły z kwikiem. W słabym świetle latarki nie do końca zobaczyłam w co grząskiego wlazłam.. po bliższych oględzinach okazało się że to rozmiękła wykładzina. Idąc tropem dotarłam do zatopionej wersalki i malowniczej dziury w dachu ... z rezygnacją ( tak, tak, wiem, to stary dom ) przywlokłam w pierwszej kolejności wiaderka i miednice. Lało rzęsiście, należało sprawdzić czy aby nie zawaliło się jakieś drzewo i jak naprawić szkodę. Ze stoickim spokojem udałam się na tyły domu a tam... mnie zamurowało.. DACH NAM ZNIKNĄŁ . no może nie w całości ale spora część ( zauważyłam jak już otrząsnęłam się z szoku ) leżała na ziemi, a w niebo straszyły połamane płatwie i nagie krokwie...
Następne pół godziny spędziłyśmy miotając się po strychu i dachu,w strugach deszczu, usiłując rozłożyć gumową plandekę nad drewnianą konstrukcją, intensywnie unikając straszącej wełny szklanej wszędzie oraz starając się nie przebywać na jednym kawałku podłogi jednocześnie, bo więcej dziur już naprawdę nie potrzebowałam :)
Potem przyjechała męska część rodziny, a potem bardzo miła i uprzejma ekipa policyjna, która już przeżywała sam dojazd do działki - nikt nie pomyślał o wyposażeniu ich w terenówki :) Na szczęście mieli auta krótsze i wyżej zawieszone niż moje cudo i dojechali -już za to samo chwała im! Kiedy odjechali w siną dal ( bardzo ciemną już ) po dokładnych oględzinach, spisaniu raportu itd... w egipskich ciemnościach męska cześć mocowała blachę na dachu coby nam dom ze szczętem nie odpłynął .
Rozwalone gniazdo szerszeni miedzy krokwiami ( szukaliśmy go już od jakiegoś czasu ) zapadnięta dziura na jedna nogę w dachu sypialni, oraz rozjechane blachy z niższego dachu dają nam pewien obraz co się mogło stać i dlaczego tak intensywna praca dewastacyjna nie zaowocowała wyniesieniem z naszego domku sprzętów wszelakich.. Z drugiej strony po głębszym zastanowieniu, nawet pomijając szerszenie i nadzianie się na pokłady waty szklanej nie bardzo wyobrażam sobie wynoszenie przez dach ( jeszcze trzeba by było rozebrać kawałek sufitu i to całkiem spory ) starych wersalek, foteli z odzysku ciężkich jak piorun i zestawu nadtłuczonej porcelany domowej. Więcej niestety dobroci brak, bo nawet kosiarkę wozimy ze sobą, nie z przezorności, ale wiecznie się cholera psuje...
Mam nadzieję , iż fakt, że w drodze powrotnej, nie natknęliśmy się na policyjne auta, świadczy o tym że odnaleźli drogę powrotna i nie miotają się po całkiem sporym kawałku lasu do tej pory..
Nadmienię jedynie że skrzynia z zasobem rekonstrukcyjnego obozu wczesnośredniowiecznej maniaczki dalej leży malowniczo w Niebieskim Domku... acha.. masztu do namiotu niet.. mam wrażenie że kuszący kawałek drzewa ( w lesie w końcu go mało jest nie? ) spłonął na którejś radosnej imprezie, ponieważ się nie odnalazł ..:)
Tak, a impreza jest... za trzy dni... no tak... to nic, że nie wiem w jakim stanie jest całość ;) ( no nie ,wiem na pewno że wszystko jest w wielkich pajęczynach :D )
ps. o 5 rytuałach napiszę z przyjemnością, tylko mam mały kryzys w czasie i przestrzeni .. :)

6 komentarzy:

  1. Jej doprawdy cuda się dzieją, a w (we?) forcie byłam lat temu kilka i watr obejrzenia a jeszcze że impreza:), ciekawe czy znajdą złodziei czy (co podejrzewam) przyjdzie pisemko o umorzeniu sprawy z braku dowodów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami jak się słyszy takie historie to aż szczena opada z wrażenia... No i niestety złodzieje czasem mają dziwne pomysły - u nas przyszli na włam ze świeczką - na strychu złożone było siano i słoma... no i karmili w "międzyczasie" konie cukierkami...
    Czekam na kolejną notkę z niecierpliwością bo się pogubiłam już czy jedziesz!

    OdpowiedzUsuń
  3. u nas kiedyś zdjęli dachówkę i wkradli się między krokwiami, bo najstarszy włamywacz miał 15 lat, rozumiem co czujesz bo pamiętam jak to było u mnie, trzymaj się

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi przykro, że tak się stało. Nic nie ukradli, a zniszczeń co niemiara. Żałuję bardzo ,że nie zdążyłyśmy się spotkać przed wyjazdem. Pozdrowiam i czekam na kontakt na skype'ie.
    Całusy, Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. Aga, napisz do mnie na skypa użytkownik Sarenzir , bo ja nie mam Twojego kontaktu O.o
    Podejrzewałam że miałaś tyle na głowie że nie dałaś rady. Co się odwlecze... ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czasem to slow brak na skomentowanie ludzkich poczynan..i tylko przykro sie robi, ze Cie to spotkalo.

    OdpowiedzUsuń